Strony

piątek, 27 maja 2016

Zmeczenie materiału

Jak sobie dziś myślę, jak bardzo musiałam być męcząca dla mojego otoczenia, to jest mi trochę wstyd. I chyba powinnam podziękować tym z moich znajomych, które tak dzielnie to znosiły i nadal znoszą. Czy tylko ja bywam taka monotematyczna? Gadałam tylko o naszych niepowodzeniach, komórkach jajowych, pęcherzykach, masakra:( Był taki czas w moim życiu, kiedy kilka z moich znajomych zdecydowało się na dziecko, z większością z nich pracowałam. Na początku było nawet zabawnie, liczyłyśmy sobie dni spóźnienia itp. Ale potem one po kolei zaczęły zachodzić w ciążę, a ja uplasowałam się na końcu wyścigu. Bo to naprawdę był wyścig. Na szczęście w miarę wcześnie dotarło do mnie, że to nie tak, że nie mogę patrzeć na innych, że liczymy się MY. I że nie wolno mi gonić w tym wyścigu za wszelką cenę. Wtedy trochę się wycofałam i przestałam gadać w kółko o tym samym:)
Mam naprawdę kochane znajome, żadna z nich się ode mnie nie odwróciła, chociaż wiem, że ciągle ten sam temat musiał je nieźle męczyć;)Pomimo że nie czytają mojego bloga, to i tak - dzięki dziewczyny ♥

Jeśli chodzi o badania to póki co zrobiłam tylko vit D (ciągle mam niedobór) i helicobacter (w normie), a przyszły tata test HBA. Wyszło 86% plemników związanych z hialuronianem, chyba jest ok, wynik pozytywny jest powyżej 80%. Miałam kolejną sesję aku, Pani Kasia powiedziała mi, że mam się absolutnie nie martwić, bo jak ciągle myślę o tym, że nie jestem w ciąży, że się nie udaje itd to zaczynam medytować, nawet o tym nie wiedząc, i moja głowa przyjmuje taki stan rzeczy. Mam wyobrażać sobie siebie jako ciężarną, a najlepiej jako matkę karmiącą:) Zapytała mnie, czy będę karmić piersią, dla mnie mega abstrakcyjne pytanie, do tego stopnia, że na początku w ogóle nie wiedziałam, co odpowiedzieć. No bo jak to, nawet w ciąży nie jestem, a ona mnie pyta czy będę karmić? I właśnie dokładnie o to chodzi, żeby widzieć się o jeden etap dalej. To było fajne doświadczenie:)

W czwartek idziemy do kolejnego lekarza, to, co powie porównamy z tym, co usłyszeliśmy w Łodzi i ostatecznie wybierzemy klinikę. 

PS Pozbyłam się w końcu ósemki, nie spuchłam, nie bolało, goi się jak na psie:D

sobota, 21 maja 2016

Nadzieja

Po wizycie w Łodzi wstąpiła w nas nowa nadzieja. Zorientowałam się w cenach badań, będziemy musieli zapłacić sporo ponad 1000zł. Ale ok, przygotowywaliśmy się na to. Może uda mi się dostać skierowanie w Luxmedzie na część, ostatnio próbowałam, ale niestety nie udało się, usłyszałam, że z ich punktu widzenia nie potrzebuję tych badań. Tym razem pójdę do internisty, nie do ginekologa, powinien mi bez problemu dać skierowanie na vit D i helicobakter, pozornie nie ma to nic wspólnego z in vitro, a zawsze to prawie stówka w kieszeni. Reszta jak się uda. Zaopatrzyłam się już w suplementy, zapłaciłam 115zł. Femibion Natal 1 jest dość drogi, bo 36zł za opakowanie.
Wszędzie w okół ciąże. Mieszkamy na nowym osiedlu, same młode pary, ciągle rodzą się nowi mali ludzie. Dziś sąsiadka powiedziała mi, że 5 kobiet jest aktualnie w ciąży, jedna z bliźniakami, ja widziałam szóstą. Mają szczęście te dziewczyny, pewnie niektóre nie zdają sobie nawet sprawy, jak wielkie. Ile z nas chciało być na ich miejscu. Właściwie każda...Ale uda się nam, wierzę w to.

Wczoraj z kolei dowiedziałam się, że moja znajoma, młoda dziewczyna, chwilę po ślubie, starała się o dziecko od jakiegoś czasu, nie udawało im się, aż zaszła w ciążę. Radość ogromna, dopóki nie zaczęła krwawić. Jakaś bardzo mądra pani pseudo doktor powiedziała jej, że poroniła. Dziewczyna ciągle krwawiła i miała jakieś przeczucie, zrobiła sikańca, dwie kreski. Zrobiła betę - rośnie. Poszła do innego lekarza i okazało się, że ciąża jest pozamaciczna. Ma odczekać chwilę, bo być może jajowód sam się oczyści, a jak nie to szpital i zostanie z jednym jajowodem. A skoro już mieli problemy, to pewnie będzie jeszcze trudniej. To młoda dziewczyna, sporo przed trzydziestką, i strasznie mi jej szkoda. Takie to życie jest czasami.

Już prawie kończę moje zioła do akupunktury, całe szczęście bo mam ich serdecznie dość, są obrzydliwe.

Wczoraj byłam dentysty, zdecydowałam się w końcu pozbyć ósemki, stresowałam się cały tydzień, a wczoraj to już w ogóle myślałam, że umrę ze strachu. Ale pan dentysta nie był w stanie mnie znieczulić, nie mógł trafić w nerw:/ Wróciłam do domu ze zdrętwiałym policzkiem, bo coś tam się jednak znieczuliło, tyle że nie to co trzeba, obolała, bo jednak trochę mnie pokłuł, i z zębem. Fatalnie:(

Miłego weekendu dla wszystkich, korzystajcie z pięknej pogody:)

niedziela, 15 maja 2016

Wizyta

Wczoraj pojechaliśmy na wizytę w klinice w Łodzi, kolejną mamy 2 czerwca, w Invimedzie, ale jesteśmy już praktycznie zdecydowani na Łódź. Mają najwyższą skuteczność w kraju. Poza tym lekarka zrobiła na nas bardzo dobre wrażenie. Była skupiona na nas i widać było, że analizuje naszą sytuację. W porównaniu z naszą poprzednią kliniką - niebo a ziemia. Tutaj pomimo tego, że było małe spóźnienie, nie odczuwało się w ogóle bałaganu i chaosu, co było na porządku dziennym tam, gdzie byliśmy wcześniej. Tutaj panuje spokój, lekarz ma czas, na korytarzu nie czeka 50 osób itd. Naprawdę bez porównania. Póki co mamy zrobić badania genetyczne: mutację genu MTHFR, czynnik V Leiden i II protrombiny i B2 glikoproteina. Dodatkowo mam powtórzyć AMH (wcześniej miałam 4.4), zbadać vit D, hormony, poziom glukozy i insuliny, helicobakter, ACA, ATA. Przyszły Tata ma zrobić badanie nasienia HBA z kwasem hialuronowym. To była dla nas nowość, pani doktor powiedziała, ze plemniki mogą być niedojrzałe tak jak komórki jajowe, i że nawet jeśli zwykłe badanie nasienia wychodzi super, to może nie dojść do zapłodnienia. Szkoda, że nikt nam tego wcześniej nie powiedział. Zapytałam ją o dodatki, jak AH, embryo glue itd, powiedziała, że najpierw postaramy się poprawić jakość zarodków. Czyli da się.
Mam na stałe przyjmować vit D, Melatoninę (na poprawę jakości komórek), Femibion Natal 1 i Acard.Po miesiączce mam brać Metronidazol i Tantum Rosa przez 10 dni. Jeśli w badaniach nie wyjdzie nic niepokojącego, za miesiąc, dwa, możemy zaczynać:)

Póki co muszę zrzucić ze trzy kilo, przeprosiłam się z moim kołem zębatym, kupiłam je rok temu przed ślubem, żeby się wcisnąć w suknię ślubną. Fantastycznie odchudza talię, polecam. Na początku miałam problem z kręceniem w lewą stronę, a trzeba w obie, żeby nie mieć asymetrycznego pasa;) Teraz lecę po 15 minut w obie, mam nadzieję, że efekty będą widoczne wkrótce:)

piątek, 13 maja 2016

Wolne! :-)

Nareszcie mam wooooolne! Wprawdzie tylko dwa dni, ale zawsze coś, z weekendem to już całe cztery:)
Pewnie jesteście ciekawe wrażeń po akupunkturze. Na początku trochę się wkurzyłam, bo teoretycznie byłam umówiona na 18h, byliśmy tam już o 17:20h, czyli sporo za wcześnie. Ponieważ gabinet jest koło przepięknego parku, poszliśmy po nim połazić. Pod gabinet przyszłam o 17:50h, zdziwiłam się, że czeka tak dużo osób, chyba 7. Zapytałam kto ostatni, i tu nastąpił zmasowany atak. Panie oczekujące krzyknęły jednym głosem "My wszyscy tu czekamy!" Zapytałam więc, na którą godzinę, mając w pamięci moją 18. I tu kolejny wspólny okrzyk, że to nie na godziny, że tu kolejka. Ok, a my jak ciołki łaziliśmy pół godziny po parku...Odczekałam swoje i po wejściu do gabinetu znalazłam się w innym świecie. Kadzidełka, muzyczka, ogólnie zen. Pani "akupunkturzystka" jak dla mnie była niesamowita. Popytała mnie troszkę o różne rzeczy, niektóre dość wstydliwe, trochę intymne, no ale jak trzeba to trzeba;)Popatrzyła na mój język i orzekła co następuje:
  • mam za mało krwi w organizmie
  • kiepskie krążenie
  • jestem nerwusem
  • mam za dużo energii
  • jestem nadpobudliwa
  • w związku to ja nosze spodnie (grrr)
  • składam się tylko z yang
  • marnuję za dużo energii na tzw. pierdoły zamiast kierować ją tam, gdzie jest potrzebna, czyli do jajników
Wszytko to było bardzo ciekawe, ona od razu wiedziała, jaka jestem. Dostałam igły w stopy, nadgarstki, między oczy i w głowę. Podobno to ma poprawić kondycję moich włosów. Na brzuchu stał sobie dymiący domek i rozgrzewał co trzeba. Na koniec dostałam igłę do ucha na uspokojenie i zioła. Tu mam mały problem, zioła są obrzydliwe:( Mam niby brać kulkę do ust, popijać ciepłą wodą i w ten sposób ją rozpuszczać. Nie daję rady, kulka jest wielka i niedobra, rozpuszczam to w wodzie, ale i tak jest ciężko.
Oto zioła:
Jutro jedziemy do lekarza, muszę zrobić porządek w naszej invitrowej teczce, wydrukować badania...Dam znać, co powie lekarz.
Dziś tak pięknie, siedziałam chwilę na tarasie, wcześniej powyrywałam trawę z rabatek i chyba trochę się spiekłam.
A to z dzisiejszego spacerku z pieskiem:) Jak fajnie jest mieć urlop:)


poniedziałek, 9 maja 2016

Dziś igły!

Idę dziś na igły, już się nie mogę doczekać. Mam przynieść moją grupę krwi, pani dostosuje mi dietę. Bardzo się cieszę, bo mi się ostatnio przytyło...:)
Wczoraj mieliśmy taki cudowny dzień, ponieważ to nasza rocznica, poszliśmy do restauracji greckiej, później spacerowaliśmy po mieście i dostałam bukiet róż:)
Jakoś te myśli o in vitro chwilowo uleciały. Pewnie nie na długo, bo w sobotę jedziemy spotkać się z nowym lekarzem, ale przynajmniej chwilowo jest mi lżej na sercu. Pogoda piękna, kochany mąż, pies, czego chcieć więcej?

PS Później dam znać, czy bardzo bolało;)

środa, 4 maja 2016

Miało być o majówce

Wszystkie moje posty jak na razie są dość smutne, a ja w gruncie rzeczy jestem bardzo pozytywną i wesołą dziewuchą. Tym razem miało być miło, radośnie i optymistycznie. Miałam pisać o wspaniałych koncertach, dobrej zabawie, o tym, że jestem już starą stetryczałą kobieciną, bo po dwóch dniach stania na koncertach bolą mnie plecy i jestem styrana jak dziki wół.
Ale nie napiszę o tym. Napiszę o kolejnej ciąży, o której dowiedziałam się dzisiaj. Nie mojej. O ciąży, która po raz kolejny zwaliła mnie z nóg. Moja koleżanka z pracy ogłosiła dziś tę radosną nowinę. Naprawdę radosną, wiem, że to jest dla niej ogromne szczęście. Jest mniej więcej w moim wieku, więc bała się, że im się nie uda, że będą się długo starać, zresztą wie o moich problemach, więc wiedziała, czego się może spodziewać. Ale nie, udało im się...od razu. Chciałabym się cieszyć i nie blednąć za każdym razem, kiedy słyszę "Jestem w ciąży". Ale nie umiem. Cholera jasna nie umiem! Jedyne, co chcę teraz zrobić, to zamknąć się gdzieś i ryczeć. Jak ja mam się z tym pogodzić. Czy jest w ogóle możliwe zaakceptowanie faktu, że nigdy w swoim życiu nie powiem nikomu, że tak, w moim brzuchu rośnie nowe życie? To boli.

poniedziałek, 2 maja 2016

33

Dziś mam 33 dzień cyklu a @ jak nie było tak nie ma... Strasznie mi się mi się organizm rozregulował po tych hormonach, niczego nie mogę przewidzieć. Maj będzie dla mnie intensywny, w przyszły poniedziałek idę na akupunkturę, jestem bardzo ciekawa jak to wygląda. Mam nadzieję, że igły mnie trochę odstresują. Później, 14 maja, wizyta u lekarza, zrobiłam sobie listę pytań, ewentualnych zabiegów. Mam nadzieję, że nowy lekarz będzie miał świeże spojrzenie na naszą sytuację, dokładnie wszystko przeanalizuje i zaproponuje nam jakieś nowe leczenie.
Dziś i jutro idziemy po pracy na koncerty, kupiliśmy sobie karnet dwudniowy:) Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz wychodziliśmy, nie mówiąc już o koncercie:) Trochę psa mi szkoda, bo będzie biedak siedział sam w domu:(

Życzę wszystkim udanej majówki:)