Strony

środa, 29 czerwca 2016

Komentarze

Właśnie się zorientowałam, że miałam 6 zawieszonych, nieopublikowanych Waszych komentarzy, niektóre dość stare :( Ślepowron ze mnie. Ale już wszystkie opublikowałam :)

Trudny czas decyzji

Czekamy na testy psychologiczne. Rozmawiamy, analizujemy, wymyślamy scenariusze.
Wiemy, że jak we wrześniu podejdziemy do in vitro, to nie zaczniemy kursu. Ile będziemy musieli czekać? Na kolejny kurs, potem na dziecko? Gonić króliczka? Czy po prostu go mieć?
Ale po kolei.
Ośrodki adopcyjne nie dają kwalifikacji parom, które nie pogodziły się na 100% ze stratą. U nas taką stratą jest brak ciąży. Zakładają, że jeżeli nie przerobiliśmy tej straty, to nie jesteśmy gotowi na adopcję. Może słusznie, a może nie, ciężko mi to ocenić. Wiem tylko, że my jesteśmy gotowi, co nie wyklucza naszego kolejnego, ostatniego podejścia do in vitro. Bo chcemy i adoptować, i mieć dziecko biologiczne, jeśli się uda. Jesteśmy świadomi, że nie można ciągnąć tych dwóch procesów jednocześnie, dlatego odłożymy nasze wrześniowe podejście na później. Na kiedy? Zależy, jak szybko znajdzie się nasze dziecko. Mamy nadzieję, że parę miesięcy po kursie będziemy mieć w domu od tak dawna wyczekiwanego małego człowieka. W tym momencie jest to bliższe i bardziej realne niż ciąża. Może za rok, za dwa.
Jedno nas martwi - partia rządząca i jej poronione nomen omen pomysły na ograniczenia. Jeden zarodek. Nie ma szans. Może przejdę stymulację, punkcję i zamrozimy wszystkie zarodki? Nawet nie wiem, czy tak można?
Pewnie nie wszyscy to zrozumieją. Boję się reakcji mojej mamy, która w ogóle traktuje adopcję jako ostateczność, ale to temat na oddzielny post. Długo o tym myśleliśmy, i chcemy tego.

Są dwa minusy.
Jeden taki, że na początku, rozmawiając o płci dziecka, zdecydowaliśmy, że nie będziemy wybierać, tak samo jak nie moglibyśmy wybrać przy ciąży. Wczoraj Przyszły Tata powiedział mi, że wolałby dziewczynkę. I tu pojawia się problem, bo na dziewczynkę czeka się dużo dłużej, a ja nie młodnieję i nie mogę odłożyć in vitro na za 2 - 3 lata.

I drugi, jeśli po stymulacji okaże się, że mamy super hiper mocarne zarodki, jakich do tej pory nie mieliśmy, czy będę w stanie podtrzymać moją decyzję o niezabieraniu ich od razu? ...




sobota, 25 czerwca 2016

"Mam 30 lat i nie mam dzieci. Wiesz dlaczego?"

Dziś krótko, bo emocje wielkie, prawie mi serce z piersi wyskoczyło i łzy pociekły, łzy szczęścia, JESTEŚMY W ĆWIERĆFINALE!!!!!!!!!

A teraz poważniejszy temat. Do poczytania. Wiele różnych historii, jeszcze więcej nieprzemyślanych pytań:

Mam 30 lat i nie mam dzieci

***************

wtorek, 21 czerwca 2016

Telefon

Zadzwonili! Właśnie przed chwila odebrałam telefon z ośrodka adopcyjnego, jeśli się zakwalifikujemy, możemy zacząć kurs w połowie września:)
1 lipca mamy spotkanie w ośrodku i testy psychologiczne, w połowie lipca wizyta w domu, trzymajcie kciuki żebyśmy dostali kwalifikację!

poniedziałek, 20 czerwca 2016

I po wakacjach

Wróciliśmy:) Cudowny był ten wyjazd, cisza, spokój, śniadania na tarasie z widokiem na połoniny,
nawet rysia raz widzieliśmy! Trochę nam głowy odpoczęły, chociaż nie do końca. Próbuję odganiać złe myśli, ale one uparcie krążą po mojej głowie. Wokół ciąże, dzieci, śmiechy, zabawy. A my ciągle we dwoje, i naprawdę czuję, że czegoś nam mocno brakuje. W dodatku ciągle myślę, że nam się nie uda. Słyszę o sukcesach innych i zamiast się pocieszać, że skoro innym się udaje, to i nam się uda, to ja ciągle myślę, że nam właśnie nie, że my jesteśmy w tej grupie, której dzieci nie są pisane. Myślę ciągle o adopcji, czasem czuję, że na 100% jestem gotowa, a potem jest mi znów smutno, że nie będę w ciąży. Ciągle nie mogę się zebrać i napisać życiorysu, boję się, że zapeszę...
Przed nami te kilka badań, mam nadzieję, że uda się je zrobić w przyszłym tygodniu. A potem znowu zawieszenie, do sierpnia.

Ja chcę w Bieszczady:(

Widoki przepiękne!




 
W ogródku koniki :)
 
Czasem też inne zwierzęta:)
A w takiej chatce mieszkaliśmy

   
Każdemu polecam !

sobota, 11 czerwca 2016

W zawieszeniu

Nic się nie dzieje, do września tkwimy w zawieszeniu. Nie lubię tego, wolałabym coś robić, działać. Ale nic, czekamy:) Póki co uważam na to, co jem, łykam moje wszystkie tabletki, nie jem cukru, może coś tam uda mi się wysiedzieć. Z tym cukrem  to nie taka prosta sprawa, o ile nie ciągnie mnie w ogóle do słodyczy, o tyle wkurza mnie, że muszę zrezygnować z keczupu, sosów pomidorowych, koktajli, nawet soków, bo wszystko jest dosładzane albo cukrem w czystej postaci, albo nektarami owocowymi zawierającymi cukier. Przesada.
Jutro jedziemy na wyczekiwany urlop. Będziemy łazić po górach, zwiedzać, odpoczywać.
Zostawiliśmy psa u mamy, nie myślałam, że będzie mi bez niego tak smutno, parę łez mi poleciało jak wróciliśmy bez niego do domu, głupia ja;)
Do zobaczenia za tydzień! :)

czwartek, 2 czerwca 2016

And the winner is...

Nie tego się spodziewaliśmy. Po wizycie w Łodzi oboje byliśmy pewni, że wybieramy tamtejszą klinikę. Do dzisiaj. Do tej pory jestem pod wrażeniem doktora, u którego mieliśmy dziś wizytę. Wywrócił wszystko do góry nogami. Powiedział nam np, że większość badań, które zrobiłam, to badania zlecane po poronieniach. Podobnie jak badania genetyczne, które zlecono mi w Łodzi. A u nas problemem jest brak ciąży, a nie jej utrzymanie. Nie będę robić tych badań. W ogóle powiedział, że miałam ogromną ilość zrobionych badań i z żadnych nic kompletnie nie wynika. Stwierdził też, że jego zdaniem miałam przewlekłe zapalenie przydatków. Nie pamiętam tego, ale wg niego mogło to być nawet jak byłam nastolatką, nie znałam swojego organizmu, więc nawet nie wiedziałam, że jestem chora.. Niestety nieleczone zapalenie mogło doprowadzić do niedrożności jajowodów, zrostów i uszkodzić komórki jajowe. Wg doktora, niewiele można z tym zrobić. Powiedział, że jeśli kolejna procedura się nie powiedzie, nie radzi próbować dalej. Ok, kubeł zimnej wody, ale bardziej przemawia do mnie taka informacja niż kierowanie mnie na kolejne drogie badania, które nic nie wnoszą. Przyszły Tata ma jeszcze raz zbadać nasienie, tym razem pod kątem morfologii. Jeśli coś będzie nie tak, podejdziemy do IMSI. Ja mam zrobić tylko wymaz na chlamydię, ureaplasmę i mycoplasmę. I tyle. Mam brać przez kolejne 3 miesiące koenzym Q10, vit E i kwas foliowy. Powiedział, że antyoksydanty mogą trochę pomóc w regeneracji komórek. Kolejna wizyta w sierpniu w połowie cyklu, krótki protokół i transfer we wrześniu. Myślałam, że podejdziemy w lipcu.
Trochę się boję, że nie zakwalifikujemy się na kurs w ośrodku adopcyjnym. Mieli dzwonić w wakacje, potem miało być spotkanie z psychologiem, wizyta domowa i ewentualna kwalifikacja. Wiem, że jeżeli para jest w trakcie albo przed in vitro, najczęściej się nie kwalifikuje, bo wg pracowników ośrodka nie jest jeszcze gotowa na adopcję. Nie jest na 100% pogodzona z faktem, że nigdy nie będzie miała biologicznego dziecka. Trudno, najwyżej będziemy musieli dłużej poczekać. A może będziemy musieli poczekać kilka lat, aż nasze biologiczne dziecko podrośnie:) W końcu miałam wizualizować sobie siebie jako mamę:)

Doktor był bardzo rzeczowy. Jestem bardzo zadowolona z tej wizyty. Cieszę się, że zdecydowaliśmy się pójść na dwie wizyty, bo dopiero teraz mamy porównanie. Od razu zaufałam temu lekarzowi i myślę, że lepszego nie znajdziemy. Czuję, że zrobi wszystko co się da, a dodatkowo że nie będzie nas mamił złudną nadzieją, naciągał na badania itp.

Więc,the winner is...Invimed:)

Od jutra odstawiam cukier. A tu ciekawy artykuł o dietach przy staraniach o maluszka:
http://dobrzebozdrowo.blogspot.com/2013/07/odzywianie-przy-ivf-i-nie-tylko.html

Stres...

Nie wiem dlaczego tak mnie stresują te wizyty.
Chyba boję się usłyszeć, że nic z tego nie będzie.
Trzymajcie kciuki!