Strony

sobota, 30 grudnia 2017

Ten rok

Podsumowania. Jedni je robią, inni się z nich śmieją. Ale ja swoje MUSZĘ zrobić. I trudno, może będzie patetycznie, inaczej nie umiem.

Bo ten rok, Synku, to Ty.

To Twoje małe rączki, na początku ciągle zaciśnięte w piąstki, a potem obejmujące moją szyję. 
To Twój uśmiech, ten pierwszy i te kolejne, które mnie też rozbawiają do łez:)
To jeden jedyny, niepowtarzalny zapach Twojej szyjki, który topi moje serce.
To Twoja główka na moim ramieniu.
To nasz pierwszy Dzień Mamy i Dzień Taty.
To nieprzespane noce, które przecież są tak mało ważne.
To nasze pierwsze wyjście do miasta, kiedy to książkowo spanikowałam i nie wiedziałam, co z Tobą zrobić, bo wrzeszczałeś w niebogłosy:)
Spacery, na których śpiewałam Ci na głos, bo inaczej Ci się nudziło (do tej pory nikt o tym nie wiedział;)
To także drżenia matczynego serca i ten paraliżujący strach o Ciebie i Twoje zdrowie.
To ogromna radość i duma z tego, jak cudownie się rozwijasz, jaki jesteś mądry.
To pierwszy całus, który dostałam od Ciebie:)
To Twój wzruszający zachwyt nad światem.
Nasza pierwsza wiosna, lato i przepiękna jesień. I zima, i Święta, już we trójkę.
To tysiące cudownych chwil, które spędziliśmy razem. 
282 szczęśliwe dni bycia Twoją mamą.
To Miłość.


To był najlepszy rok w moim życiu, dzięki Tobie syneczku.
Jesteś moim szczęściem, jesteś moją miłością, jesteś moim cudem...
Kocham Cię najbardziej na świecie❤️







piątek, 22 grudnia 2017

Kulki mocy;)

Dziś przepis trochę bardziej pracochłonny, ale może być obiadem dla całej rodziny, jeśli podwoimy liczbę składników.

Pulpeciki z warzywami i kurczakiem


  • 200g piersi z kurczaka (ja miałam już ugotowaną i zamrożoną)
  • 1 marchewka
  • pół pietruszki
  • ćwiartka batata
  • ćwiartka cebuli
  • 2 łyżeczki kaszy manny
  • 2 łyżki mąki pszennej (dałam pełnoziarnistą)
  • 2 jajka
  • kilka listków lubczyku
  • pół łyżeczki suszonego oregano
  • kilka ziaren kolendry i kminu rzymskiego utartych w moździerzu (mogą być mielone)
  • szczypta słodkiej papryki
  • mąka kukurydziana do obtoczenia

W sporym garnku gotujemy wodę z zielem angielskim i liściem laurowym.

Mięso, warzywa pokrojone w kawałeczki i jajka blendujemy tak, żeby w masie zostały małe kawałeczki warzyw.* Przekładamy do miski, dodajemy kaszę mannę, mąkę i przyprawy. Wyrabiamy masę tak, żeby dało się z niej uformować pulpeciki. Jeśli jest za rzadka, dodajemy mąki. Pulpeciki obtaczamy w mące ziemniaczanej i wrzucamy do wrzącej wody. Gotujemy 13 minut. Można podać z sosem jogurtowym. 
Smacznego😋



* Jeśli nie mamy blendera, który zblenduje twarde warzywa, ścieramy je na tarce na dużych oczkach, a mięso drobno kroimy.


Ponieważ do Wigilii został właściwie jeden dzień, już dziś życzę Wam wszystkiego najlepszego, spokojnych Świąt i cudowności w Nowym Roku!

piątek, 15 grudnia 2017

9

Tak, tak, niepostrzeżenie Ryś skończył 9 miesięcy. Ma już aż cztery zęby, a za parę dni będzie pewnie o dwa więcej, bo już widzę kreseczki górnych jedynek.
Pewnej niedzieli sam zszedł do parteru ze stania, usiadł i ukląkł. Od tamtej pory jest już bardzo mobilny i bardzo samodzielny. Potrafi bawić się sam dłuższą chwilę, co jest dla mnie naprawdę dużym ułatwieniem. Przesypia noce, pięknie je. Waży 10,5 kg. Jest silnym, mądrym, pięknym chłopcem.
Jedyne, co mnie martwi, to mowa. Choć na tym etapie życia mowa to pewnie za dużo powiedziane. Ryś od początku prawie nie gaworzył. Tak naprawdę, do tej pory nie wypowiedział chyba ani jednej sylaby. Dodatkowo martwi mnie to, że dużo częściej wydaje dźwięki, wciągając powietrze do środka, a nie odwrotnie. Mówiłam już o tym pediatrze, kazała jeszcze zaczekać, ale to już było jakiś czas temu, chyba wybiorę się ponownie do lekarza. Będzie okazja, żeby zaszczepić małego na meningokoki, bo mamy taki plan. Ale z tym trzeba będzie poczekać, bo nasze stare auto, którym mąż jeździł do pracy, prawdopodobnie zakończyło swój żywot. Jeździ więc naszym "rodzinnym", które zwykle ja miałam do dyspozycji, a my z małym jesteśmy uwięzieni na wsi:) Czeka nas kupno nowego.

No i rozglądamy się za żłobkiem. Do pracy wracam na początku maja, od połowy marca, ewentualnie od kwietnia, chcielibyśmy posyłać Rysia na dwie godzinki dziennie na adaptację. Na szczęście raczej nie będzie problemu z miejscem, bo poślemy go prywatnie, nie spełniamy warunków na dofinansowanie od miasta. Póki co, widzieliśmy dwa żłoby, jeden odpadł od razu, bo dyrektorka przyjęła nas w ganku, nie zaproponowała, żebyśmy zdjęli kurtki, nie pokazała nam sal z wyjątkiem jednej, do której nie pozwoliła wejść, mogliśmy tylko popatrzeć z daleka. Słabo bardzo, a szkoda, bo lokalizacja bardzo nam odpowiadała. Drugi jest super, właścicielka, młoda kobieta, bardzo energiczna, wesoła. Jak porwała Rysia na ręce i go zagadała, to z wrażenia zapomniał, że boi się nieco obcych😃 A jak włożyła go do basenu z kulkami, to już w ogóle zapomniał o bożym świecie! Dużo sal, ogromny ogród z każdej strony budynku, do którego wychodzi się z każdego pomieszczenia, a sam budynek stoi na skraju lasu, gdzie dzieciaki chodzą na spacery. Jedyny minus to odległość od pracy. Będziemy potrzebować około 50 minut, żeby po niego przyjechać. Z kolei od domu to raptem 10 minut drogi, a ja czasem pracuję w domu...Mamy dylemat. Na oku mamy jeszcze jeden żłobek, więc na razie wstrzymujemy się z wyborem. Zresztą, mamy jeszcze chwilkę.
Mam sporo wątpliwości, ale cieszę się, że będzie mógł być z innymi dziećmi. Ale smutno mi trochę...Zobaczymy, kto wyleje więcej łez...

Niech już będą Święta!🎅🎄

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Buraczki rules:)

UWAGA!!! Jeśli zdecydujecie się na ten przepis, musicie liczyć się z sajgonem wokół małego smakosza. Ale warto:)

Makaron z buraczkowym pesto

  • garść makaronu (ja zdecydowałam się na pełnoziarniste świderki, ale może być penne)
  • dwa buraczki
  • jabłko
  • pół korzenia pietruszki
  • majeranek
  • łyżeczka ziaren łuskanego słoneczniku
  • oliwa
Makaron gotujemy. Nieobrane buraczki w całości układamy na blasze i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni około 1,5h (zależy jak duże, moje były spore i chciałam, żeby były mięciutkie). W połowie pieczenia, w innym naczyniu, wstawiamy obrane jabłko pokrojone na ćwiartki razem z pietruszką pokrojoną w słupki, wszystko skropione oliwą. Robimy sobie dobrą kawę i czekamy, aż wszystko się upiecze🍵Następnie obieramy przestudzone buraki i  miksujemy na gładkie pesto razem z jabłkiem, pietruszką, majerankiem i słonecznikiem. Gdyby było za gęste, należy dolać oliwy lub oleju rzepakowego. Pesto mieszamy z makaronem i podajemy maluchowi. 
Efekt przed podaniem, nuuuuuda😉

I w trakcie konsumpcji😆😋
Oboje mamy z tego Rysiowego samodzielnego jedzenia ogromną frajdę:)

czwartek, 7 grudnia 2017

Ten bachor...

Spacer na wsi. Codziennie mijam te same twarze, zwykle mamuś z wózkami, mówimy sobie cześć, dzień dobry.
Ale nie dziś. Dziś spotkałam starą matronę, która doprowadziła mnie do białej gorączki.
Szłam z wózkiem prawidłowo po lewej stronie drogi. Podobnie jak dwie panie, niska i wyższa, tyle że one szły w moim kierunku tą samą stroną drogi, czyli nieprawidłowo. Droga wąska, dodatkowo zwężona przy mostku, akurat jechało auto. Niska mówi do wyższej, żeby zeszła, bo auto jedzie, na co obie słyszymy, że niech jedzie, ona ma to gdzieś, niech ją ominie. Ok, myślę, ale jestem jeszcze ja z wózkiem, nie zejdę z dzieckiem na środek jezdni, bo panie nie znają zasad poruszania się po drogach. Więc idę naprzód, i grzecznie mówię do pań, że idą złą stroną drogi. Na co wyższa rzuca do mnie, że może i złą, ale drugą się nie chodzi. Nie rozumiem, ale nie dyskutuję, bo panie już mnie ominęły. I nagle słyszę z tyłu: "Idzie taka z tym bachorem...". Reszty nie słyszałam, bo szlag mnie trafił na miejscu i para mi poszła z uszu. Krzyknęłam tylko do niej, o jakim bachorze mówi, i że chyba trochę przesadziła, na co słyszę, że mam "spadać na szczaw...". Szczerze mówiąc, miałam ochotę podejść do niej i dać jej w twarz. Ręce mi się trzęsły i chciało mi się płakać. Jak tak można. Chyba nigdy tego nie zrozumiem, bo co ja jej zrobiłam? Nic. Spacerowałam z dzieckiem. Jeśli chodziłoby o mnie, to pal licho, co gadają, ale mówiła o moim dziecku. Nie o jakimś bachorze, tylko o moim synu. Ja naprawdę nie traktuję go jak króla, raczej nie jestem jedną z tych matek, które uważają, że wszyscy powinni traktować ich dzieci jak jakieś wyjątkowe jednostki. Ale do cholery, jakim prawem jakaś obca baba tak brzydko o nim mówi? Kiedyś o okropnej sytuacji ze starą babą pisała tutaj Mama Bąbla. Bardzo mi jest przykro, że czasem trafiamy na takich głupich ludzi...
Przy okazji zdałam sobie bardzo wyraźnie sprawę, że gdyby ktoś chciał zrobić krzywdę mojemu dziecku, to przegryzłabym tętnicę...

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Słodka zupa na zimowe dni

Zupka krem z kukurydzy

Dziś przepis zupełnie nie mój, prawie całkiem ściągnęłam go z Ala'Antkowego BLW. Od siebie dodałam tylko kurkumę, koperek i mięsko z kurczaka. Zupka pyszna, nada się dla wszystkich niejadków, bo jest słodka, a wiadomo, że dzieci lubią słodkie. Nawet w postaci zupy;)

Ingrediencje:

  • pół cebuli
  • ząbek czosnku
  • szklanka kukurydzy (dałam z puszki)
  • jeden ziemniak
  • łyżeczka koperku, szczypta kurkumy, szczypta gałki muszkatołowej


Cebulę i czosnek wrzucam na rozgrzany olej rzepakowy, dodaję ziemniaka pokrojonego w kostkę i chwilkę podsmażam. Dodaję kukurydzę i koperek, zalewam wodą trochę ponad poziom warzyw i gotuję na małym ogniu około 20 minut. Na koniec dodaję gałkę i kurkumę.
Zupę trzeba dobrze zmiksować, kawałki kukurydzy mogą się dzieciom nie podobać, bo są dosyć twarde;) Do gotowego kremu dodaję ugotowane wcześniej mięso z kurczaka*.

Ryś coraz lepiej radzi sobie z samodzielnym jedzeniem. Uwielbia ogórka kiszonego, makaron, fasolkę szparagową, nie pogardzi brokułem, kalafiorem. Widzę, że sprawia mu to coraz więcej przyjemności, ciągle większość ląduje na podłodze, ale spora część zostaje też w buźce:) Ja też jestem coraz odważniejsza, nie drżę przy każdym kęsie, tylko przy tych większych;)

Dziś dzwoniłam do dwóch żłobków, w poniedziałek jedziemy je odwiedzić, zostawić Rysia na chwilkę z dziećmi. Nie mogę w to uwierzyć, jeszcze niedawno był taki malutki, a dziś rezerwujemy miejsce w placówce...Ale to temat na oddzielny post, do którego jeszcze nie czuję się gotowa:(



*Jeśli chodzi o mięso, na jeden posiłek dodaję mniej więcej 10g. Kupuję filet z kurczaka, gotuję do miękkości w wodzie z ziołami, ugotowanego dzielę na porcje, jednej używam od razu, resztę mrożę.