wtorek, 13 marca 2018

Ahoj przygodo!

Drogie e-ciocie, mój syn jest już rocznym chłopcem... Chyba z tej wzniosłej okazji w dzień swoich urodzin co chwilę mówił "mama, mama, mama"😍 Jestem wdzięczna losowi, że dał nam taki piękny prezent. I będę za niego dziękować co dzień do końca życia.

 Za moment lecimy do dziadków, tam odbędzie się druga już roczkowa impreza. Sam lot nie będzie wyjątkowo długi, ale musimy dojechać do Berlina, więc cała podróż trochę się przez to wydłuży. Do tej pory wyjechaliśmy z Rysiem raz, miał wtedy niecałe dwa miesiące. To były czasy, kiedy jazda samochodem była dla nas wszystkich katorgą, bo mały zanosił się w foteliku. Teraz na szczęście lubi jeździć, bardzo szybko zasypia. Mamy zamiar wyjechać przed jego drzemką, mając nadzieję, że większość trasy prześpi. Jest na to spora szansa, bo zaraz koło nas wskakujemy na autostradę i pędzimy nią do samego Berlina. Będziemy jechać, dopóki się nie obudzi, wtedy przerwa na jedzenie i dalej w drogę. Na lotnisku kolejne karmienie, i już w samolocie butelka. Z Berlina wylatujemy o 19:20, na miejscu będziemy przed 22. Liczę na to, że i tu Ryś będzie spał. Ja spokojnie zażyję relanium. Taki jest plan, a jak to będzie w rzeczywistości, opiszę jak wrócimy.
Auto zostawiamy na parkingu niedaleko lotniska, stamtąd pojedziemy busem, który jest wyposażony w fotelik. Na miejscu wyjedzie po nas teściowa, ma mieć fotelik pożyczony od siostry męża. Od niej będziemy też mieli łóżeczko turystyczne. Specjalnie na tę okazję zakupiliśmy spacerówkę, używaną, za całe 100 słownie sto złotych. To nasz trzeci wózek, nasza spacerówka jest za ciężka i nie moglibyśmy wziąć jej do samolotu. Wezmę też nosidło, może przyda się na miejscu. Mamy podgrzewacz samochodowy plus przejściówkę z 12 na 220 V, to może na lotnisku uda się podgrzać jeszcze wodę na mleko. Ryś ma już wyrobiony dowód.
Mam znajomych, i to kilku, którzy z półrocznym dzieckiem podróżowali do Japonii, to i nam się uda, bo nasza trasa i krótsza, i mniej skomplikowana logistycznie. Przyznaję bez bicia, że najbardziej boję się o siebie. Strach przed lataniem to jednak kiepska sprawa. Co ciekawe, pierwszy raz będę lecieć z mężem. Do tej pory unikaliśmy podróży samolotem, na wakacje jeździliśmy autem, a latałam sama w ostateczności, czyli służbowo. Myślę, że jednak podróż z dzieckiem zmobilizuje mnie do opanowania tego irracjonalnego lęku. Tyle że on jest właśnie zupełnie irracjonalny, więc może być różnie...no boję się kurde jak cholera! Trzymajcie kciuki.
Za to jak już dolecimy, to na pewno sobie to solennie wynagrodzę, jedząc regionalne smakołyki, wdychając czyste oceaniczne powietrze (jakże to będzie miła odmiana dla naszych płuc), podziwiając piękne widoki i spacerując po plaży. A co;)

"Z badania, zleconego przed okresem wakacyjnym przez Spotify, muzyczny serwis internetowy, wynika, że „Someone Like You” w wykonaniu Adele jest doskonałą piosenką dla osób obawiających się lotu samolotem. Wpływa na to jej tempo (67 uderzeń na minutę ) oraz harmonijne tony."
źródło

No to lecimy:)



8 komentarzy:

  1. Kochana Ja też boję się latać, świadomość trójki dzieci mega pogarsza mój stan :) mam już ustawione kto je weźmie jak spadniemy itd 😂😂😂 jak ostatnio sie zdecydowałam polecieć to samolot sie popsuł i zawinęli nas z pasa startowego - więc jak tu się nie bać :)?
    Życzę cudnego urlopu - fajnie macie ze wyruszacie, my przez tą zimę ciągle w domu, bo wiecznie któryś Czarodziej chory... Czekam z utęsknieniem na lato, na ciepłe dni, wyjedziemy wtedy też nad morze. Korzystajcie i bawcie sie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając wpis ściska mnie w żołądku, bo czuję dokładnie to samo przed lotem, więc chyba w ramach solidarności z Tobą też dostałam skurczu :D
    Ale co by nie było to faktycznie najbezpieczniejszy środek transportu, jestem pewna, że podróż minie szybko i bezboleśnie, dzieci uwielbiają samoloty. Ryś świetnie sobie poradzi ze wszystkim.
    My robimy dokładnie tak jak piszesz, wszędzie jeździmy na razie samochodem, ale kiedyś pewnie polecimy, pragnienie zwiedzania zawsze jest silniejsze niż strach, przynajmniej u nas ;) Też mi się wydaje, że dla dziecka będę w stanie się opanować, ale zobaczymy. Trzymam więc mocno kciuki za Ciebie i czekam z niecierpliwością na relacje!
    Nie wiem gdzie dokładnie fruniecie, ale ja kocham Francję i na pewno będę tam wracać. Byłam raz nad oceanem, strasznie wiało i woda zimna, ale co tam ;) Było pięknie! Także zazdroszczę pozytywnie, wrzuć koniecznie jakieś fotki z opisem co polecasz. Mam nadzieję, że nie będziecie w Nord-Pas-de-Calais ;) Ta pogoda...

    Wszystkiego dobrego!! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee, nie Nord-pas-de-Calais😁ale też północ, tyle że po drugiej stronie. Mój ulubiony region Francji😊

      Usuń
    2. Zaintrygowałaś mnie :) Poczekam na relację :))

      Usuń
  3. Oczywiście trzymam kciuki za szczęśliwy i spokojny lot:)) może będzie tak, że będziesz skupiona na Rysiu i dzięki temu zupełnie zapomnisz o strachu, czego Ci życzę! Odpoczywajcie i cieszcie się świeżym powietrzem i chwilami spędzonymi z bliskimi. To na pewno będą wspaniałe, niezapomniane chwile w końcu to pierwsza taka podróż Rysia :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Crazy-cat-lady14 marca 2018 15:32

    Kobito a co ja mam powiedziec? Boje sie latac, a minimum 2 razy w roku lecimy do Polski. Jak nie bylo dziecko to balam sie o siebie, a teraz boje sie bardziej o Pyze. Raz jak byly turbulencje to tak mocno trzymalam mala, ze az rece mi sie spocily!
    Pomimo wszystko zycze wysokich wiatrow, spokojnego lotu i wspanialych wakacji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mieszkałam za granicą, i latałam do Polski częściej niż dwa razy w roku. Teraz też latam raz w roku zwykle. Co wcale nie znaczy, że boję się mniej...wręcz przeciwnie.

      Usuń
  5. Widziałam na insta, że dolecieliście, więc udanego pobytu ;-)

    OdpowiedzUsuń