Strony

poniedziałek, 1 lipca 2019

O Rysiu

Dziś, pierwszy raz od długiego czasu, mam nieco wolniejszy wieczór. Wahałam się między napisaniem tego posta, a złożeniem wniosku 500+. Ale ponieważ ostatnio bardzo zaniedbałam bloga, wniosek będzie musiał poczekać:)
Dzieci śpią, mąż uciekł na team event, a ja siedzę i się relaksuję. Nie żebym przy nim nie mogła, ale dziś wyjątkowo dobrze mi samej. Łatwiej będzie mi się skupić i napisać Wam kilka słów o Rysiu. A właściwie o małym Ryszardzie.
Czas tak szybko mija, mam wrażenie, że dopiero przywieźliśmy go do domu, a tu proszę, mam w domu małego kawalera. Wydaje mi się, że wchodzimy na wyższy level i to z zawrotną prędkością. Ryś jest coraz bardziej samodzielny. Sam idzie myć rączki, sam otwiera lodówkę i mówi, na co ma ochotę, sam wchodzi do auta, ubiera buty, rozbiera się. Już dawno pożegnaliśmy smoczek, powoli żegnamy pieluchę (tu akurat opornie nam idzie, ale nie mam ciśnienia), w ostatnich dniach śpi w otwartym łóżeczku, bez szczebelek, które sam zaczął demontować. Taki dorosły chłopczyk mi się robi.
Zrobił się też bardziej czuły, chętniej się przytula, zwłaszcza do brata. Całuje go w nóżki, w czoło, głaszcze po główce, jest naprawdę bardzo troskliwy i uwielbiam na nich patrzeć, rozczula mnie to bardzo.
Oczywiście ma też drugą twarz, bywa bardzo niesforny i dużo energii wkładamy w to, żeby zapanować nad jego emocjami. Ja wiem, że to dwulatek, ale naprawdę zastanawiam się, czy wszystkie dzieci w tym wieku tak się zachowują, czy tylko mój syn. Czasem jest nam trudno, nerwy mamy napięte jak postronki, cały czas staramy się reagować na jego złe zachowanie w duchu pozytywnej dyscypliny, ale bywa, że po prostu nie dajemy rady. Bo Ryś jest zupełnie głuchy na słowo "nie". Możemy sobie powtarzać do woli, i tak zrobi swoje. Zawsze. Tłumaczymy mu, że pewnych rzeczy nie wolno, że nie wszystkim można się bawić, że pewne rzeczy są niebezpieczne, a i tak najfajniejszą zabawką pozostaje robot kuchenny, moja prostownica do włosów, blender, toster itp. Tak naprawdę już to olewam i pozwalam mu się tym bawić, pod warunkiem, że nie próbuje podłączyć całej tej menażerii do gniazdka. Bo zdarzało się.
Bardzo lubi pomagać mi w ogrodzie. Bierze konewkę i podlewa. Podpatruje mnie i naśladuje. Czasem rodzi to zabawne sytuacje. Pewnego dnia zaobserwował, jak wyrywam chwasty w ogródku ziołowym, gdzie mam lawendę, bazylię i rozmaryn. Więc jak tylko skończyłam i weszłam na chwilę do domu, to Ryś zabrał się do roboty. I był z siebie taki dumny, z takim przejęciem wołał "mama pać!", że nie byłam w stanie się gniewać, jak zobaczyłam wyrwane krzaczki rozmarynu...Wszystkie.

Jakiś czas temu zaczął w końcu mówić. Idzie mu coraz lepiej, choć mówi bardzo niewyraźnie. No i mówi w dwóch językach, co jest dla nas kłopotliwe, bo nie zawsze go rozumiemy. Ja jestem nastawiona na polski, i spodziewam się, że w tym języku będzie się do mnie zwracał. Ale właśnie, ja się spodziewam, a Ryś wybiera sobie słowa, które mu bardziej pasują, które łatwiej wymówić, albo które lepiej zapamiętał. I czasem w głowę zachodzę, co on do mnie mówi, jak na przykład słyszę jakieś "kuto". I ja niby wiem, że to znaczy "nóż", i gdyby powiedział to mój mąż, to nie byłoby to dziwne. Ale jak mówi to Ryś, to jakoś ciężej kojarzę. Zresztą, to samo ma mój mąż, czasem to my sobie nawzajem tłumaczymy, co nasz syn do nas mówi:) Ale tak w ogóle dwujęzyczność jest super.

To chyba tyle na dziś, lecę poczytać. Zapisałam się do naszej wiejskiej biblioteki i okazało się, że jest ona świetnie zaopatrzona, więc mój ukochany Kindle poszedł w odstawkę (no dobra, nie jest mój, ale już dawno został zaanektowany). Aktualnie poznaję Chyłkę. Mroza znam, ale tej serii nie czytałam.


9 komentarzy:

  1. Na szkoleniu z PD usłyszałam, że lepiej jest powiedzieć STOP niż NIE. W sumie u nas to działa, nawet w dwie strony! Córka,jak czegoś nie chce, mówi do mnie : Mamo STOP! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, dziusiuś gdzieś przepadł bezpowrotnie i Ryś to niezły już kawaler faktycznie :)) Ale to jest fajne, bo będziesz miała niedługo kompana do rozmów na tematy z wyższego levelu jak piszesz ;) Ja kocham ten etap, bo oto ta mała istotka przeistoczyła się w chłonnego świata chłopczyka, który chce wiedzieć wszystko co wiesz Ty :)) A co do zachowania dwulatków, to hmm, myślę, że każde dziecko przechodzi inaczej. Im dziecko bardziej "charakterne" i wyraziste to większe emocje, bo przecież on chce być teraz mądrzejszy od Ciebie. Na NIE na pewno reaguje, ale nie Twoje tylko swoje ;) Ja się przekonałam, że dziecko do wszystkiego dojrzewa, trzeba być tylko konsekwentnym.

    Wiesz, od roku chyba zbieram się do napisania o tym jak wychować dziecko dwujęzyczne ;) Chyba dzięki Tobie się wreszcie zmobilizuję ;) To ciekawy temat.
    Ściskam całą rodzinę, niech Ryś całuje nóżki brata, bo jak ten dorośnie to już mu nie pozwoli tak łatwo ;)
    Buziaki! Czekam na kolejną relację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że fajne? Ja tam tęsknię za moim niemowlaczkiem.
      O dzieciach dwujęzycznych z chęcią poczytam, czytałam już fajny poradnik dla osób pracujących z takimi dziećmi i je wychowujących. Dodałam się do grupy na FB, niestety mało ich jest, na tej, którą znalazłam też niewiele informacji, raczej dla rodziców dzieci anglojęzycznych, którzy wrócili z Anglii/Irlandii. Nic ciekawego, a ja jestem głodna wiedzy praktycznej 😊

      Usuń
  3. Ja Ci powiem kochana,ze my Polacy,a chlopacy wybralo angielski i ten jezyk ich zdominowal tzn go preferuja i nim sie komunikuja. Wiem jednak,ze wielu moich znajomych dzieci placza dwa jezyki w jednym zdaniu co jest calkiem normalne.. Rysiu to juz duzy chlopczyk,a jak malenstwo?

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł z tym "stop" z komentarza powyżej, też będę musiała wypróbować. W przypadku Księżniczki bywa różnie. Są zasady, których absolutnie nie łamie, ale są i takie, które chyba uznaje za nasz głupi wymysł, bo ma je głęboko... wiadomo gdzie. Większy kłopot mamy teraz z uciekaniem. Mała od początku nie bardzo lubi chodzić za rączkę - tyle naszego, że nauczyliśmy ją podawania ręki przed przejściem dla pieszych. Poza tym chce "siama, siama" - co w praktyce oznacza, że pędzi przed siebie, dokąd oczy poniosą. Kilka razy miałam już serce w gardle...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam problem z tym że Młody nie chciał chodzić za rękę, zwłaszcza był problem przy przechodzeniu przez ulicę. Kiedyś przez przypadek powiedziałam że ja się boję i on musi mnie trzymać za rękę. Od tej pory przed każdym przejściem sam mnie chwyta za rękę bo mama się boi;)

      Usuń
    2. Mama się boi, acha😄U nas na szczęście nie ma tego problemu.

      Usuń
  5. U nas też dwulatkowe wyzwania. NIE nie używamy, bo... nie działa;) Tłumaczymy, tłumaczymy, tłumaczymy. To z kolei działa, ale uszami mi czasem wychodzi, gdy jestem zmęczona, albo zwyczajnie tracę cierpliwość. Fantazjuję sobie wtedy przez chwilę o działającym NIE. A potem... wracam do tłumaczenia;) Z chodzeniem po ulicy na szczęście nie mamy problemu. Groszek rozpoznaje zielone, czerwone światło, wie że trzeba się zatrzymać, rozejrzeć, poczekać. Pieluchę odkładamy na czas nieokreślony, bo na razie zero zainteresowania ze strony Groszka, a ja się nie nadaję do biegania za nim z nocnikiem i cukierkami w nagrodę ;) Pewnie naiwnie, ale liczę, że któregoś dnia sam z siebie przyjdzie i powie że nie chce już pieluchy ;)

    OdpowiedzUsuń