poniedziałek, 19 lutego 2018

Rabarbarowe lato w słoiku

Robicie przetwory? Pewnie nieczęsto. Bo trudno, bo długo, bo się nie chce.
Ale ten przepis musicie wypróbować! Zrobienie tej konfitury zajmuje chwilkę, a smak...mmm, pychotka:)
Przepis jest mój własny tym razem:)


Konfitura z rabarbaru


  • 1 kg rabarbaru 
  • 250 g cukru
  • kilka ziaren kardamonu

Rabarbar myjemy, odcinamy końcówki, jeśli mamy niezbyt młode łodygi, możemy je obrać, ale nie jest to konieczne.  Kroimy na kawałki ok. 1 cm.  Rabarbar razem z cukrem umieszczamy w dość płytkim i szerokim rondlu i smażymy, aż rabarbar się rozpadnie. Zdziwicie się, jak szybko to nastąpi:) Pod koniec dodajemy przetarty w moździerzu kardamon. Przekładamy do czystych, suchych słoiczków, dobrze zakręcamy, ustawiamy do góry dnem i zostawiamy tak na noc. Po tym czasie dekielki powinny się zassać:) 
Z tej ilości składników wyjdą nam dwa, trzy słoiczki. Jeśli ktoś lubi słodsze konfitury, można dodać więcej cukru. Dla nas ta ilość jest w sam raz. Ryś ze smakiem oblizuje łyżeczkę:)
Zapiszcie sobie ten przepis i wróćcie do niego latem, bo warto. Przygotowanie tej konfitury nie jest praco ani czasochłonne, a cudownie jest poczuć lato w bure, zimowe dni. No i jest po prostu pyszna:)


środa, 14 lutego 2018

I'm back:)

Jak dobrze mieć swój własny komputer...Ten, którego używałam do tej pory, był moim komputerem służbowym, i jakiś czas temu odmówił współpracy. Próbowałam coś tam stworzyć na kompie męża, ale ten z kolei ma dziwny układ klawiatury. Więc kupiłam nowy. Jest brzydki...trudno.
Ryś skończył 11 miesięcy. Tak tak, za miesiąc stawiamy torcika:) Ciężko mi w to uwierzyć...Za półtora miesiąca zaczynamy adaptację w wybranym już na szczęście żłobku. Przeraża mnie to, chce mi się płakać i nie chcę go tam zostawiać. To znaczy chcę, ale też nie chcę. Jednocześnie. Możliwe to?...
Żłobek jest fajny, ładny nowy budynek, na wsi, z ogrodem, przy lesie. Dzieciaki mają gdzie spacerować. Panie miłe, dzieci zadowolone. Chodzą tam dzieci mojej sąsiadki, więc miejsce sprawdzone. I pewnie będzie mu tam dobrze, Ryś lgnie do dzieci. Trzeba to przeżyć i już. Do pracy wracam w maju.
Ryś nadal nie mówi, chociaż jest coraz bardziej komunikatywny, zwłaszcza jeśli chodzi o jedzenie:) Rośnie mi mały łakomczuszek:) Logopeda dała nam kilka wskazówek, dotyczących między innymi karmienia, zabawek itp. Niewiele tak naprawdę. Sama próbuję z nim ćwiczyć, naśladuję zwierzątka, dużo mówię sylabami, robię brrrrr, drrrr i takie tam. Wyłączyłam wszystkie grające zabawki. Póki co nie widzę postępów i myślę, że wybierzemy się tam jeszcze raz. Dodatkowo widzę, że mały często ma otwartą buzię. Może taka jego uroda, bo poza tym nie dzieje się nic niepokojącego. Rozumie wszystko w dwóch językach.
W marcu po urodzinach jedziemy do teściów. A właściwie lecimy. Boję się jak cholera, panicznie boję się latać, a z dzieckiem to już w ogóle nie wiem, jak dam radę. To dość krótki lot, bo trochę ponad 2 godziny, plus droga do Berlina, bo stamtąd lecimy. Ryś na pewno będzie wykończony, mam nadzieję, że w samolocie po prostu zaśnie. Pomijając lot, bardzo się cieszę, że się do nich wybieramy. Uwielbiam kraj mojego męża, fajnie, że mały będzie miał okazję poznać kuzynów. Mam nadzieję, że uda nam się pojechać nad morze, choć na jeden dzień, teściowe mieszkają blisko wybrzeża.
No i szykujemy się do tego criotransferu. Zrobiłam już większość badań, tych płatnych. Do tej pory zapłaciłam już 800 zł...Jeszcze tylko cytologia i usg piersi, ale to już w Luxmedzie. Pierwszą wizytę mamy w marcu.
Acha, i będę ciocią:) Moja bratowa jest w ciąży, starali się całe...2 tygodnie. Oni się śmieją, że wystarczy, że mój brat na nią spojrzy i ona już jest w ciąży:D Oby do końca wszystko było dobrze, bo są pewne ryzyka, które ich obciążają. Trzymajcie kciuki:)

środa, 24 stycznia 2018

Makaron z sosem brokułowym

Ryś uwielbia makaron! Co bardzo cieszy mamę, bo to zwykle szybki obiad dla całej rodziny.
Dziś przepis na

Makaron z sosem brokułowym


  • jeden brokuł
  • ząbek czosnku
  • dwa orzechy nerkowca*
  • łyżka masła klarowanego
  • oliwa
  • parmezan
  • makaron penne lub farfalle**

Brokuł gotujemy do miękkości. Czosnek rumienimy na maśle klarowanym (uwaga, bo łatwo się przypala). Ugotowany brokuł dzielimy na różyczki, kilka zostawiamy w całości, resztę blendujemy razem z masłem z czosnkiem, orzechami i parmezanem. Dolewamy oliwy, aż sos będzie miał konsystencję pesto. Doprawiamy odrobiną pieprzu i słodkiej papryki. Gotujemy makaron, mieszamy z gotowym sosem i różyczkami brokuła, można posypać dodatkowo startym parmezanem.

Smacznego:)

*Uwaga, bo orzechy są mocno alergizujące. Ja na początek dałam dwa na porcję sosu dla trzech osób.
**Zwykle używam makaronu pełnoziarnistego, ale ze względu na Rysia, kupuję też zwykły, ponieważ błonnik w zbyt dużej ilości nie jest dobry dla maluchów.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

10



Mamy dyszkę. Ciężko mi uwierzyć, że mój syn za dwa miesiące skończy rok...i że ja niedługo wracam do pracy. A ciągle nie wybraliśmy żłobka, chyba celowo odkładam to w czasie.
Ryś ma 6 zębów, coraz  lepiej trzyma się na nóżkach, ostatnio zrobił kroczek, wprawdzie malutki, ale jednak odważył się puścić, więc myślę, że niedługo ruszy. Bo przy meblach chodzi już chyba od dwóch miesięcy. Ładnie je, samodzielnie, pije z bidonu, przesypia noce, zdarza mu się spać nawet o 9h:)
Bardzo podoba nam się BLW, w zasadzie Ryś woli jeść sam, niestety ostatnio zdarzyło nam się poważne zadławienie. Mały nie mógł nabrać powietrza, dusił się. Jadł gruszkę i odgryzł za duży kawałek. Widziałam go, utknął w gardle zaraz za językiem. Naprawdę nie wiem, jakim cudem nie spanikowałam, tylko szybko wzięłam go na ręce, ułożyłam na przedramieniu i uderzałam między łopatkami. Gruszka nie chciała wypaść, wyleciała dopiero za którymś z kolei, naprawdę mocnym uderzeniem. To było przerażające. Przez kolejne dwa dni dawalam mu łyżeczką jedzenie ze słoiczka. Ale się przełamałam i jest dobrze. Ostatnio dałam mu jabłko, w całości, nadgryzłam tylko, żeby wiedział, o co chodzi. Na początku myślał, że to piłeczka😉 Ale jak poczuł smak, to zjadł połowę😊Z całym owocem dużo bezpieczniej, bo jest małe ryzyko, że odgryzie duży kawałek.
Jest mi ciężko. Pamiętam, jak 10 miesięcy temu tęskniłam za pracą, za ludźmi. To minęło całkowicie. Mój syn jest cudowny, wesoły, i jest nam razem tak dobrze. Chyba teraz w pełni doceniam ten czas, który mamy dla siebie. Bawimy się razem, śmiejemy, wygłupiamy, łaskoczemy. Przytulamy. Ryś daje mi buziaki:) To są niesamowite chwile. Robię mnóstwo zdjęć i filmów, żeby niczego nie przegapić. I oglądam je, jak mały śpi 😊
Ale trzeba pracować, co nie? Czy nie? Wracam 2 maja. Wcześniej planujemy wyjazd do dziadków za granicę, w marcu. A w kwietniu chcemy zabrać nasze zamrożone zarodki. Nie wiem, czy dwa na raz, czy pojedynczo, zobaczymy. Muszę powtórzyć wszystkie badania i chcę to rozłożyć w czasie, bo kosztuje to kupę kasy. Tym razem podejdę do tego wszystkiego bez stresu. Na 99,99% się nie uda, a ja mam już dziecko, niczego więcej mi nie trzeba. Ryś i tak będzie miał rodzeństwo, bo mamy też w planach kolejną adopcję, właściwie dlatego chcemy teraz podejść do criotransferu. Żeby wiedzieć, na czym stoimy i ilu dzieci możemy się spodziewać😉
Właściwie to na rodzeństwo dla Rysia mamy sporo opcji, jedna to crio, kolejna to druga adopcja, trzecia to jego biologiczne rodzeństwo, bo jeśli jego matka biologiczna urodzi, to ośrodek adopcyjny się do nas zgłosi, no i ostatnia to cud i naturalna ciąża:) Kto może się pochwalić takim wachlarzem opcji? 😉

piątek, 5 stycznia 2018

Śniadanie małego patrioty;)

Tytuł jest nawiązaniem do kolorów naszego dzisiejszego śniadania i żartem, bo niestety aktualnie patriotyzm kojarzy mi się zdecydowanie negatywnie.

Kolejna inspiracja z Ala'antkowego.

Budyń jaglany z malinami


  • szklanka mleka (ja standardowo użyłam kokosowego)
  • pół szklanki wody
  • pół szklanki kaszy jaglanej
  • pół łyżeczki namoczonych wcześniej nasion chia (można pominąć)
  • garść malin (mrożone będą ok)
  • dla starszaków łyżeczka miodu

Gotuję mleko z wodą, kaszę przelewam dwa razy wrzątkiem, dodaję do garnka i gotuję pod przykryciem 20 minut bez uchylania pokrywki i mieszania. Następnie blenduję na gładką masę i mieszam z nasionami chia. Maliny duszę chwilkę, aż zaczną się rozpadać.* Budyń przekładam do miseczki i polewam ciepłymi malinami.
Bon appétit! Jak powiedziałaby Julia Child😉

* Jeśli gotujemy dla starszych dzieci, to do przestudzonych owoców można dodać miód. Maliny są dość kwaśne, na szczęście Ryś lubi kwaśne rzeczy, więc nie muszę kombinować. Jeśli mamy w domu niejadka, lepiej maliny zastąpić słodkim owocem - gruszką, jabłkiem z cynamonem, bananem.

sobota, 30 grudnia 2017

Ten rok

Podsumowania. Jedni je robią, inni się z nich śmieją. Ale ja swoje MUSZĘ zrobić. I trudno, może będzie patetycznie, inaczej nie umiem.

Bo ten rok, Synku, to Ty.

To Twoje małe rączki, na początku ciągle zaciśnięte w piąstki, a potem obejmujące moją szyję. 
To Twój uśmiech, ten pierwszy i te kolejne, które mnie też rozbawiają do łez:)
To jeden jedyny, niepowtarzalny zapach Twojej szyjki, który topi moje serce.
To Twoja główka na moim ramieniu.
To nasz pierwszy Dzień Mamy i Dzień Taty.
To nieprzespane noce, które przecież są tak mało ważne.
To nasze pierwsze wyjście do miasta, kiedy to książkowo spanikowałam i nie wiedziałam, co z Tobą zrobić, bo wrzeszczałeś w niebogłosy:)
Spacery, na których śpiewałam Ci na głos, bo inaczej Ci się nudziło (do tej pory nikt o tym nie wiedział;)
To także drżenia matczynego serca i ten paraliżujący strach o Ciebie i Twoje zdrowie.
To ogromna radość i duma z tego, jak cudownie się rozwijasz, jaki jesteś mądry.
To pierwszy całus, który dostałam od Ciebie:)
To Twój wzruszający zachwyt nad światem.
Nasza pierwsza wiosna, lato i przepiękna jesień. I zima, i Święta, już we trójkę.
To tysiące cudownych chwil, które spędziliśmy razem. 
282 szczęśliwe dni bycia Twoją mamą.
To Miłość.


To był najlepszy rok w moim życiu, dzięki Tobie syneczku.
Jesteś moim szczęściem, jesteś moją miłością, jesteś moim cudem...
Kocham Cię najbardziej na świecie❤️







piątek, 22 grudnia 2017

Kulki mocy;)

Dziś przepis trochę bardziej pracochłonny, ale może być obiadem dla całej rodziny, jeśli podwoimy liczbę składników.

Pulpeciki z warzywami i kurczakiem


  • 200g piersi z kurczaka (ja miałam już ugotowaną i zamrożoną)
  • 1 marchewka
  • pół pietruszki
  • ćwiartka batata
  • ćwiartka cebuli
  • 2 łyżeczki kaszy manny
  • 2 łyżki mąki pszennej (dałam pełnoziarnistą)
  • 2 jajka
  • kilka listków lubczyku
  • pół łyżeczki suszonego oregano
  • kilka ziaren kolendry i kminu rzymskiego utartych w moździerzu (mogą być mielone)
  • szczypta słodkiej papryki
  • mąka kukurydziana do obtoczenia

W sporym garnku gotujemy wodę z zielem angielskim i liściem laurowym.

Mięso, warzywa pokrojone w kawałeczki i jajka blendujemy tak, żeby w masie zostały małe kawałeczki warzyw.* Przekładamy do miski, dodajemy kaszę mannę, mąkę i przyprawy. Wyrabiamy masę tak, żeby dało się z niej uformować pulpeciki. Jeśli jest za rzadka, dodajemy mąki. Pulpeciki obtaczamy w mące ziemniaczanej i wrzucamy do wrzącej wody. Gotujemy 13 minut. Można podać z sosem jogurtowym. 
Smacznego😋



* Jeśli nie mamy blendera, który zblenduje twarde warzywa, ścieramy je na tarce na dużych oczkach, a mięso drobno kroimy.


Ponieważ do Wigilii został właściwie jeden dzień, już dziś życzę Wam wszystkiego najlepszego, spokojnych Świąt i cudowności w Nowym Roku!