środa, 27 kwietnia 2016

Trudna decyzja

Decyzji o adopcji nie podjęliśmy od razu. Na początku, jak się dowiedzieliśmy, że mamy słabe zarodki, myśleliśmy o komórce od dawczyni. Ale paradoksalnie ten temat jest dla nas jeszcze trudniejszy niż adopcja. Po pierwsze, nadal nie będziemy mieć pewności, czy taka zapłodniona komórka będzie chciała ze mną zostać na 9 miesięcy. Po drugie, dla mnie celem już w tym momencie nie jest ciąża sama w sobie, tylko dziecko. Do tego dochodzi żal za te wszystkie porzucone dzieci, wychowujące się we wspólnych domach, bez bliskich, bez rodziców... Jeśli mamy warunki, chęci, siłę, to chcemy choć jednemu dziecku pomóc dając mu to wszystko, czego mu brakuje. Przede wszystkim miłość. I nie jest to żaden heroizm. W mądrej książce przeczytałam, że para jest gotowa na adopcję wtedy, kiedy czuje, że nie robi tego dla siebie, ale dla dziecka. Kiedy to dziecko, jego lepsze życie, jest dla niej głównym celem.
Kiedy pierwszy raz poszliśmy do ośrodka adopcyjnego, byłam strasznie zestresowana. Bardzo zależało mi na dobrym pierwszym wrażeniu. Później gdzieś wyczytałam, że najważniejsze to być sobą. Brzmi jak banał, ale w przypadku adopcji jest to bardzo ważne. Dziecko jest dobierane w taki sposób, żeby jak najłatwiej "wtopiło się" w nową rodzinę. Jeżeli jesteśmy w rzeczywistości energiczni, temperamentni itp, nie możemy udawać nagle wyznawców filozofii zen;) Bardzo się zdziwiłam, jak pani z ośrodka kazała nam przygotować nasze wspólne zdjęcie, takie, na którym widać nasze sylwetki. Nawet się lekko oburzyłam, bo co to ma za znaczenie jak wyglądamy. Otóż ma, bo dzieci zwykle są podobne do rodziców:)
Ta decyzja była dla nas bardzo trudna. Nawet teraz ciężko mi o tym pisać. Kiedyś myślałam sobie, że chciałabym mieć trójkę dzieci, dwoje swoich i jedno adoptowane. Niestety, życie jest bardziej skomplikowane, wylałam hektolitry łez, myśląc o tym, że nasze dziecko nie będzie miało pięknych oczu Przyszłego Taty, jego włosów, mojego temperamentu, że nie będzie miało naszych genów...Że może nie będzie rozkosznym niemowlakiem, którego będę mogła karmić piersią. Że prawdopodobnie będzie już miało pokaźny bagaż doświadczeń, niestety w większości złych. Że może być zbuntowanym, złym na swój los, niedającym się przytulić dwulatkiem...Przeczytałam "Jeża" Kotowskiej - lekturę obowiązkową dla rodzin adopcyjnych. Książeczka dla dzieci, pomagająca im zrozumieć, skąd się wzięły w rodzinie adopcyjnej. Syn autorki to tytułowy jeż, który przez przypadek urodził się z brzuszka innej pani, i czekał, aż jego prawdziwa mama i tato go odnajdą. W tym czasie na całym ciele wyrosły mu kolce. Jego mama chciała go przytulić, ale jego kolce bardzo ją kłuły. Kłuły ja w ręce, kłuły ją w całym ciele, ale przede wszystkim kłuły ją w serce. Ale ona pomimo swoich ran ciągle go przytulała, aż chłopcu odpadły wszystkie kolce i sam chciał się przytulać do mamy.
Wiem, że ja też będę miała pokłute serce, ale wierzę, że uśmiech naszego dziecka, jak już poradzimy sobie z całym złem, wszystko mi wynagrodzi:)


7 komentarzy:

  1. Mam nadzieję,ze zrealizujecie wszystkie Wasze plany i marzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ważne to co piszesz, że na adopcję pary powinny decydować się nie dla siebie, a dla dziecka. Potrzeba dużej dojrzałości, otwartości i mądrości aby odpowiedzialnie podjąć taki krok. Życzę Wam, żebyście odnajdywali i pielęgnowali w sobie te cechy. I żeby te kolce, jeśli się pojawią, odpadły jak najszybciej. Z korzyścią dla Was i dla Jeża:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój znajomy ma dwójkę dzieci adoptowanych, chłopca i dziewczynkę. Chłopca adoptowali jak miał z 4 miesiące, a dziewczynkę jak miała 2 latka. To prawda, że dzieci są wybierane pod rodziców. Chłopiec ma ciemniejszą karnację tak jak znajomego żona, a dziewczynka jasną tak jak mój znajomy. Są zgraną, szczęśliwą rodziną.
    Mam nadzieję że i Wy taką stworzycie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudna decyzja , ale widać naprawdę tego chcecie :* życzę Wam oby wszystko Wam się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Natrafiłam przypadkiem zostanę stałą czytelniczki zwłaszcza że temat jest mi bliski. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń