Strony

poniedziałek, 13 marca 2017

Okno życia



Franciszek. Takie imię nadały zakonnice chłopczykowi pozostawionemu wczoraj we wrocławskim oknie życia. Franciszek to noworodek urodzony kilka godzin wcześniej, z niezabezpieczoną pępowiną, urodził się w warunkach poza szpitalnych. Dziecko jest zdrowe, pozostawione z powodu trudnej sytuacji osobistej i finansowej biologicznej matki. Co z nim teraz będzie? W internecie piszą, że dziecko pójdzie do adopcji. Ale czy na pewno? Czy matka miała na tyle wiedzy i zdrowego rozsądku, że zostawiła swoje dane? Czy za 6 tygodni stawi się przed sądem i tym samym przypieczętuje nowe życie dla swojego dziecka? Czytam komentarze pod artykułem na ten temat i widzę ogromną niewiedzę i ignorancję ludzi. Mnoży się krytyka policji i ludzi, którzy będą "ścigać" matkę. No tak, będą, bo muszą. Nie po to, żeby tę kobietę, która tak wiele przeszła, napiętnować, karać, wyciągać konsekwencje.

Zrobią to po to, żeby zapewnić dobre życie jej dziecku. Żeby dziecko mogło jak najszybciej trafić do adopcji, żeby kiedyś, gdy będzie dorosłe, mogło odnaleźć własną tożsamość.

Nie stoję na stanowisku, że okna życia są bezwzględnie złe. Ale nie zgadzam się z argumentem, że bez nich matki zabijałyby swoje dzieci. Bo liczy się intencja matki. Jeżeli kobieta nie ma intencji zrobienia dziecku krzywdy, to mu tej krzywdy nie zrobi. Czy to będzie okno życia, czy szpital, czy ławka w kościele, w jakiś sposób na pewno zadba, żeby jej dzieckiem ktoś się zajął. Jeśli jej intencją będzie pozbycie się dziecka, zrobi to, czy okna będą czy nie.

Polecam zapoznać się z apelem Naszego Bociana oraz artykułem z Wysokich Obcasów.

Warto wiedzieć, jakie naprawdę szanse dają dzieciom okna życia. Szkoda, że do tej pory nie znaleziono w Polsce innego alternatywnego sposobu na pomoc kobiecie, która chce oddać dziecko. Wierzę, że wszystkie te kobiety, bez najmniejszego wyjątku, kochają swoje dzieci i chcą dla nich jak najlepszego życia. Może w niektórych przypadkach, gdyby trafiły na kogoś, kto zaproponowałby im pomoc, zostawiłyby dziecko przy sobie.

Mam nadzieję, że Franciszek znajdzie się w rodzinie, która na niego czeka. Mam nadzieję, że jego mama wiedziała, że anonimowość przy zostawianiu dziecka w oknie życia to fikcja. Mam nadzieję, że policja nie będzie musiała jej szukać.


7 komentarzy:

  1. Smutne jest to, że można oddać swoje dziecko... podczas gdy my marzymy o tym by je mieć :( ale z dwojga złego lepiej, że zostawiła go w oknie życia niż miałaby go zabić i w taki sposób pozbyć się problemu :(dziwi mnie takie podejście. Przecież mogła
    Normalnie urodzić dziecko w szpitalu w normalnych warunkach i oddać dziecko do adopcji zapewniając mu tym samym lepszą przyszłość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie piszę, że nie ma "z dwojga złego". Żadne statystyki nie potwierdzają, że dzięki oknom życia jest mniej zabójstw dzieci. Bo tak nie jest. A potem szkaluje się policję, że szuka matki. Wkurza mnie to.
      Nam ciężko jest zrozumieć, że ktoś oddaje dziecko, ale kobiety to robią. Nie oceniajmy ich, bo ich sytuacja, historia, to jak były lub nie były wychowane, to, z jakiego środowiska pochodzą, jest dla nas niewyobrażalne.

      Usuń
  2. A ja z kolei nie mogę przestać myśleć nie o tym czy taka kobieta zostawiła swoje dane, podpisała stosowne oświadczenie, przyjdzie na rozprawę etc. Tylko na jakie wsparcie (i czy w ogóle) może liczyć, gdyby zechciała zmienić zdanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda.Na kursie mówili nam,że każda kobieta ma taką pomoc zapewnioną,że zanim dziecko trafi do adopcji,robi się wszystko,żeby zostało z matką.Chcę w to wierzyć.

      Usuń
    2. Przeczytałam ten apel Bociana, który podlinkowałaś i właśnie on mi dał do myślenia. Rozumiem, że gdy w adopcji pośredniczy ośrodek adopcyjny, jest właśnie tak jak piszesz. Myślę, że odbywa się to z korzyścią i dla rodziców (jak to ładnie nazywasz) z brzuszka i dla tych z serduszka i dla dzieci przede wszystkim. W przypadku okien, chyba z założenia o taką pomoc dużo trudniej. Ale to oczywiście tylko moje przypuszczenia, bo eksperckiej wiedzy w temacie nie mam.

      Usuń
  3. Pozwolę sobie wypowiedziec się tutaj.
    Jestem mamą córeczki, którą zostawiono w jednym z okien życia.
    Córeczka moja skończyła już dwa latka i jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
    Procedura adopcyjna dziecka z okna życia bynajmniej dla nas była koszmarem.
    Zabraliśmy ją już ze szpitala, kiedy miała 18 dni.
    Faktem było to, że w między czasie odnaleźli się RB, bo... urodziła się w szpitalu, a rodzina nie zgłosiła do USC urodzonego dziecka, zrobił to szpital. Wplątali prokuraturę, policję.
    Sprawa trwała dobry rok.
    Mała przebywała pod naszą opieką, tj. był opiekun prawny - kurator również - a my mieliśmy ją w domu pod opieką. Po pół roku pozbawili dopiero praw RB, bo NIE BYŁO TERMINÓW a prawda jest taka, że sąd nie miał pojęcia jak rozwiązac pewne sprawy z tym wszystkim związane, np. dwa akty urodzenia. Ale to już dłuższa debata do omówienia.
    Pół roku strachu, bo przecież nie mieliśmy serc z kamienia, a mała skradła nasze serca od pierwszego wejrzenia. Była przecież już nasza.
    Po pół roku odbyła się sprawa o pozbawienie praw RB, sprawnie poszło.
    Następna po ponad miesiącu była już nasza o przysposobienie małej.
    Udało się. Czekaliśmy jeszcze kolejne kilka miesięcy na akt.. bo.. wiadomo.. urzędy..
    Wracając do RB.. normalna rodzina, mająca dzieci, ale jednak coś zaważyło na decyzji jaką podjęli.. dziś jestem im w głębi serca i duszy wdzięczna za dar, którym jest moja córka, ale wiem też, że ta kobieta przeżywała dramat, na pewno przecież do dziś myśli co się dzieje z małą.
    Żal mi jej, ale wiem, że miała powody by to zrobic, zapewne jak każda inna z kobiet, które postępują tak, a nie inaczej.
    Nasza mała to cud, prawdziwy skarb.
    Kiedyś na pewno dowie się o wszystkim.
    Mam adres.
    Jeśli kiedyś zechce to zawieziemy ją tam.
    Bo to przecież jej historia.
    Historia, którą napisało życie.

    Osobiście jestem od początku za oknami życia.
    Jednak jest haczyk.. anonimowa kobieta zostaje tylko wtedy, gdy NIE URODZI W SZPITALU i nie mówi się o tym przecież.
    JEŚLI W SZPITALU RODZI szpital zgłasza urodzenie do USC i później jak u nas prokurator, policja, sąd..
    Niby zrozumiałe, ale jednak anonimowości do końca nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie ile z tych kobiet rodzi w szpitalu i potem zanosi dziecko do okna życia.Mało.A poród poza szpitalem jest zagrożeniem i dla matki, i dla dziecka.Piszesz, że procedura adopcyjna była dla Was koszmarem. Czy gdyby Wasza córka została oddana do ośrodka adopcyjnego lub już w szpitalu zgłoszona do adopcji, nie byłoby łatwiej?Moim zdaniem byłoby.I jeszcze anonimowość. Wg mnie matką nie pozostanie anonimowa. Policja będzie jej szukać. Zachowalaby anonimowość kontaktując się z OA. A tak, jak policja zapuka do jej drzwi, wieść o tym i o jej ciąży rozniesie się po wsi lotem błyskawicy. Ja jednak ciągle jestem przeciw oknom życia.

      Usuń