poniedziałek, 21 sierpnia 2017

To teraz dla odmiany nie dzieje się nic;)

Ale czy mi z tym źle? Wcale a wcale:) Zatapiam się codziennie w tym moim małym wielkim szczęściu i wciąż nie mogę uwierzyć, że życie może być takie po prostu. Nas dwoje, Ryś i pies. Rodzina. Nasz syn jest zdrowym, energicznym, uśmiechniętym i pięknym brzdącem.
Wróciłam ostatnio do starych postów i wzruszyłam się, czytając wpis z 16 lutego. Napisałam wtedy: "Ale czuję, że już gdzieś tam jest, mam nadzieję, że kobieta, która go nosi, dba o niego na tyle, na ile może. Że nie pije. Że myśli o przyszłości tego dziecka, chociaż chwilami."
Boże mój, naprawdę był! Urodził się raptem miesiąc później. Patrzę teraz jak śpi i robi mi się ciepło na sercu, jest taki spokojny, taki nasz. Chciałabym pochwalić się całemu światu naszym szczęściem. I duma mnie rozpiera! Uwielbiam, jak ludzie się nad nim rozpływają, a nie jest to trudne, bo Ryś to mały czaruś, czaruje uśmiechem i ciemnymi oczami. Taka moja mała matczyna próżność;)
Znajoma zapytała mnie ostatnio, czy już czujemy się rodzicami. Nie zrozumiałam jej pytania, bo ja matką czuję się od samego początku, od momentu, kiedy dowiedziałam się o Rysiu, nawet go jeszcze nie widząc. Ok, na początku mówienie o nim "mój syn" i o sobie "mama" nie było całkiem naturalne, musiałam się do tego przyzwyczaić, ale trwało to dosłownie chwilę. Ta sama znajoma zapytała mnie, czy pamiętam jeszcze, jak wyglądało moje życie bez dziecka. Pamiętam, a jakże. Pamiętam te wszystkie lata okupione żalem, marzeniami i zawiedzionymi nadziejami. I nie chcę do tego więcej wracać. Decyzja o adopcji była najlepszą decyzją w naszym życiu, podjętą świadomie i w najbardziej dla nas odpowiednim momencie. Bo to właśnie Ryś miał być naszym synem. To on mi się śnił:) Nawet teraz, tworząc ten wpis, mam gulę w gardle. Bo bardzo, bardzo go kocham...
Żeby trochę zrównoważyć ten obrazek i żeby nie było aż tak cukierkowo, przyznam się, a co, że czasem się też denerwuję. Nie na Rysia, ale na różne sytuacje. Jestem osobą, która lubi realizować plan, i nie cierpię, jak coś idzie nie po mojej myśli. No cóż, dziecko skutecznie to rewiduje;) Powoli, ale to bardzo powoli, zaczynam to akceptować. Na szczęście jest mój małżonek, który naprowadza mnie na dobrą drogę:)

Ryś skończył pięć miesięcy i ostatecznie postanowiliśmy rozszerzyć mu dietę. Na razie od kilku dni dostaje tylko marchewkę i ją po prostu uwielbia. Powoli będziemy wprowadzać dalsze produkty, bo ewidentnie jest na to gotowy. Brzuszek też jakoś sobie radzi. Jedyne zmartwienie to zęby. Idą, idą i wyjść nie mogą. No i w ostatnich dniach mamy w domu małą marudę, która wszystko pożera i pluje na potęgę. Sama radość:)


11 komentarzy:

  1. Podpisuję się pod każdym słowem tego tekstu! Kiedy patrzę na Księżniczkę (i w sumie kiedy nie patrzę też), to jestem pewna, że nie mogliśmy mieć lepszej córeczki. Ona jest po prostu nasza!
    Też uważam, że adopcja była najlepszą możliwą decyzją :)

    OdpowiedzUsuń
  2. poryczałam sie :) Twoj post daje mega nadzieje, że pomimo aktualnego żalu i tęsknoty nasze dziecko gdzieś już może jest. Dziekuje <3
    - CanCan_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo jest, albo dopiero się narodzi, ale warto czekać, pomimo całego żalu i smutku, bo na końcu to będzie po prostu Wasze maleństwo 😊

      Usuń
  3. dziękuję Ci za ten wpis. Ja także nieraz myślami jestem gdzieś przy naszym dziecku, które na nas czeka. I już tęsknię....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam tę tęsknotę. Jest warta tego, co czeka Cię na końcu drogi 😍

      Usuń
  4. Piękny post...oczy mi się spociły 😉☺
    Jest cudownie. Taka codzienność jest niezwykła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jest, aż ciężko uwierzyć, że to się naprawdę dzieje 😊

      Usuń
  5. U nas też się nic nie dzieje: tylko kaszka, banan, kupa, spacer, w międzyczasie góra prania i prasowania, a człowiek się z tego cieszy jak durny:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczka mam zaszklone... tez żal zostaje gdzieś za nami...tez modlę się by kobieta która nosi Moje dzieciątko dbała o siebie by nie cierpiało...a każda chwile utraconą wynagrodzimy nasza miłością

    OdpowiedzUsuń
  7. tak, tak, zdecydowanie oczy się pocą od czytania. wspaniale tę waszą rodzinę czasem podejrzeć na instagramie. pięknie wyglądacie. wszystkiego dobrego dla Was, uściski ;-)

    OdpowiedzUsuń