piątek, 15 września 2017

Co to będzie, co to będzie...

Mam jeszcze ponad pół roku do powrotu do pracy a już widzę, że łatwo nie będzie. Nie oszukujmy się, liczyłam się z tym, że nie wrócę na swoje stanowisko. Pracuję w korporacji, gdzie nie ma umów na zastępstwo. Moje stanowisko przejął ktoś inny. Wprawdzie prawo gwarantuje mi powrót na stanowisko równoległe, ale takie może się znaleźć w innym dziale, gdzie mówi się po angielsku, a to, wstyd się przyznać, nie jest moją najmocniejszą stroną. Jak mam coś powiedzieć w tym języku, to od razu jestem sparaliżowana i nie daję rady. Mimo wszystko do tej pory jakoś bardzo się tym nie przejmowałam, do wczoraj. Zadzwonił do mnie mój szef z informacją, że, nie wchodząc w szczegóły, sytuacja się skomplikowała, i mogłabym wrócić na swoje stare stanowisko pod warunkiem, że skrócę urlop macierzyński (!) albo ewentualnie wrócę jako szeregowy pracownik (!!). Żeby ktoś mnie źle nie zrozumiał - uwielbiam szeregowych pracowników, uważam, że to oni są w firmie najważniejsi, bo de facto oni dostarczają usługę dla klienta. Nigdy nie mówiłam o nich inaczej jak "współpracownicy". Ale ja od 7 lat jestem kierownikiem...mam swoje zespoły, które budowałam często od zera, wyprowadzałam ich z naprawdę trudnych sytuacji, mam autorytet, wiedzę, doświadczenie...nie wyobrażam sobie, że miałabym to stracić. Bo to była moja ciężka praca.
Oczywiście nikt mi niczego nie narzuca, bo nie może. Prawo jest po mojej stronie. Póki co, ani jedno, ani drugie rozwiązanie jest dla mnie nie do zaakceptowania. Nie wiem, co będzie, mam jeszcze chwilę, ale boję się. Bo ja lubiłam swoją pracę. Jestem korposzczurem, do tego zadowolonym, tacy też istnieją! Było mi tam dobrze, nauczyłam się mnóstwa rzeczy, nie mam ochoty zaczynać od nowa, czy to w innym dziale, czy firmie. W obecnej pracuję prawie 10 lat i bardzo cenię sobie ten czas. Trafiłam tam praktycznie zaraz po studiach, do tego pracowało tam kilka osób z mojego roku, więc było to trochę przedłużenie studenckiego życia. Kurcze, byłam wtedy młoda:) Miałam 25 lat! Poznałam cudownych ludzi, wielu z nich stało się moimi przyjaciółmi. Ja wiem, że to tylko praca, że prawdziwe życie toczy się poza nią, ale co mam zrobić, smutno mi, że moja sytuacja się zmieni.
Pewnie mało Was to interesuje, ale musiałam to z siebie wyrzucić. Kto by pomyślał, że tak będę się przejmować pracą w korpo...

7 komentarzy:

  1. Rozumiem Cię... Ja przez reformę oświaty też wrócę do innego świata. Jestem po resocjalizacji, a z gimnazjum trafię najprawdopodobniej do zerówki... Ale liczyłam się z tym, prawdę mówiąc, to był też argument za tym, by starać się o dziecko właśnie teraz. Aby tę nieprzyjemną zmianę w pracy trochę odsunąć w czasie. Co do Twojej sytuacji, zastanawiam się, czy praca w innym dziale, gdzie są wymagane inne kompetencje (mówienie po ang) to na pewno równoległe stanowisko? Może tu warto się skonsultować z jakimś prawnikiem z zakresu prawa pracy. Z drugiej strony przez te pół roku jeszcze wiele może się zdarzyć. Z trzeciej strony zmiany, które wymusza życie, czasem przynoszą wiele dobrego... Trudne decyzje przed Tobą, trzymam kciuki za nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie do końca jestem pewna, czy równoległe, zorientuję się.

      Usuń
    2. Chyba wiem o czym mowa.Ja po urlopie zdrowotnym wróciłam do innej rzeczywistości.Inni przejęli moje działki,koleżanka zajęła moje miejsce,a ja nie mogłam się odnaleźć.Podobno nie ma ludzi niezastąpionych niestety.Kurcze,mam nadzieję,że nie będziesz musiała pchać tego kamienia od nowa😘
      Myslalas o innej firmie?Gdzie z Twoim doświadczeniem i mądrością życiową 😁może było by coś więcej niż szeregówka?

      Usuń
    3. Kama mój chłop mówi,że po powrocie musisz wrócić na to samo stanowisko z tą samą pensja.Zadzwon do Państwowej Inspekcji Pracy!!Wygrasz w każdym sądzie!!

      Usuń
    4. Nie no ja wiem, i nikt mnie na siłę nie wrzuci na szeregowe stanowisko. Chyba że się zgodzę. Chodzi mi o sam fakt, że taka propozycja padła. Gdybym się zgodziła, to pensja i nazwa stanowiska byłaby taka sama, ale obowiązki inne.

      Usuń
  2. Ja będąc na macierzyńskim tez się martwiłam co to będzie jak się on skończy. I życie samo napisało scenariusz o którym nawet nie marzyłam. Nowa praca praktycznie znalazła mnie sama, wysłałam 3 CV, z jednej się odezwali i po 1 rozmowie, dostałam tą pracę. Więc może warto teraz się tym nie przejmować, ciesz się z bycia z dzieckiem 24 h na dobę. A wszystko ułoży się najlepiej w odpowiedni czasie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepisy przepisami, a pracodawcy zawsze kombinują. Ta propozycja rzeczywiście niezbyt ciekawa i zaskoczenia. Ja wierzę, że wszystko się ułoży, tylko czasem trudno podjąć po drodze wiążące decyzje. Ja to będę musiała szukać nowej pracy jak coś. Na razie za dużo o tym nie myślę, ale czas pędzi tak szybko...

    OdpowiedzUsuń