czwartek, 17 października 2019

Gdy jest mi źle, piszę bloga

Niemoc twórcza, brak chęci, brak motywacji, no i brak najważniejszego - czasu. Dlatego zniknęłam. Ale widzę, że nie tylko ja. Zauważyłam tendencję do braku nowych postów w całej blogosferze. Pochłonęło nas życie, i dobrze, bo i tak za dużo czasu spędzamy w wirtualnym świecie.
A dziś, mimo braku czasu (post piszę na komórce, z Rudzikiem przy piersi), wracam do bloga, bo jest mi źle. Jest mi cholernie źle i mam kryzys. Zresztą, ten stan trwa już od jakiegoś czasu. Jestem zmęczona. Dziś Rudzik kończy 9 miesięcy, a pochłania mój czas bardziej, niż gdy był noworodkiem. Lęk separacyjny to u niego level hard, do tego stopnia, że wpada w histerię, jak przechodzę z salonu do kuchni, które to pomieszczenia są de facto jednym, oddzielonym wyspą. Najchętniej byłby tylko na rękach. Nie mogę nic ugotować, bo łapie się nogawek moich spodni i płacze. Drzemki w dzień tylko przy piersi, ewentualne na spacerze, czyli znów nie jest mi dane usiąść, chyba że z nim na rękach. Każda próba odłożenia go do łóżeczka kończy się płaczem, jak tylko robię krok w stronę drzwi pokoju. Nie mogę odpocząć nawet wieczorem, bo jak nakarmię i położę Rudzika, idę do Rysia, żeby mu poczytać i pobyć z nim przed snem. Na dół schodzę po 21, po to, żeby ogarnąć syf po kolacji (piszę dosadnie, bo tak to przy blw wygląda), i jakoś koło 22h Rudzik się budzi i domaga piersi. Tata nie jest w stanie go wtedy uspokoić, zresztą ja bez piersi też nie. Udaje mi się go położyć może na godzinę, dwie, w tym czasie raptem udaje mi się wypić herbatę i wziąć szybki prysznic, po czym Rudzik znów się budzi. Biorę go wtedy do siebie do łóżka. I tyle z czasu dla siebie, o czasie dla męża nawet nie wspomnę.
A propos blw, jedzenie to kolejny trudny temat. Rudzik zaczął coś tam jeść jakiś miesiąc temu, ale nie trwało to długo. Po jednym kroku w przód mamy dwa w tył. Nie je prawie nic poza moim mlekiem. Spędza mi to sen z powiek. Mamy skierowanie na badania krwi, żeby sprawdzić poziom żelaza, bo skąd on niby ma to czerpać, jak do brzuszka trafiają znikome ilości jedzenia? Łyżeczka jest na nie, kawałki lądują na podłodze, zupy z kubka na ścianie, a także z lubością są rozsmarowywane na tacce. I wisienka na torcie - Rudzik ma chyba alergię na jajka. Staję na rzęsach, żeby coś mu ugotować,  pożywnego, zdrowego, bez jajek, gęstego odżywczo, a potem prawie płaczę, jak wszystko zjada pies, z podłogi...
I jeszcze jestem sama. Dzień w dzień. Mama daleko, jakoś nie kwapi się do odwiedzin. Czasem dzwonię, ale często nie może gadać, bo akurat jest u bratowej na kawie...Więc ja kolejny dzień, kolejny miesiąc, piję tę kawę w samotności. Wszędzie mam daleko, więc rzadko jeżdżę na spotkania dla mam. Dużo jest tego we Wrocławiu, ale dla nas to cała wyprawa, poza tym, wolałabym spotykać się z kimś, kogo znam, z kim mogę pogadać na różne, czasem intymne tematy, a nie z grupą obcych kobiet.
Więc tak to wygląda. I być może będę pisać częściej, bo chyba znów potrzebuję terapii, jaką był dla mnie blog.
Żeby zakończyć trochę bardziej optymistycznie, bo mimo wszystko mam się z czego cieszyć, napiszę, że chłopcy są cudowni. Ryś wkroczył w etap "a dlaczego?" i wspaniale nam się dyskutuje 😉

16 komentarzy:

  1. Głowa do góry! Przetrwasz to, pewnie to (jak wszystko) etap przejściowy, który pewnie minie. To u Rudzika. Bo samotność niestety jest nieodłącznym elementem macierzyństwa, przynajmniej u wielu znanych mi osób. Też się z tym borykałam i zimą o mało nie przyplacilam tego depresją. Ale to etap, on minie. Za jakiś czas pewnie będziesz wracać do pracy, do ludzi.. my matki jesteśmyz żelaza, ze stali, albo z jeszcze innego mocnego materiału i damy sobie radę, Ty również jesteś wspaniałą mamą i dobrze, że tu przelałaś swoje uczucia. Każdy ma gorszy czas, ale on minie ❤️ głowa do góry, popraw koronę i ogarniesz wszystko ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tak był tylko ten macierzyński...Ale ja w domu jestem od 2,5 roku. Bo do pracy między jednym a drugim dzieckiem wróciłam dosłownie na moment. Korona nadal się trzyma 😉

      Usuń
  2. a to nie dlatego ze mu zeby postepnie wychodzą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może. Tyle że trwa to już bardzo długo. Ryś ciężko przechodził ząbkowanie, Rudzik raczej bezproblemowo. Ma już 5 zębów i 6 się przebił właśnie.

      Usuń
  3. Doskonale Cię rozumiem. Właśnie tak zrodził się blog na fb Zaraz coś mnie trafi. Samotność, lęk separacyjny dziecka uniemożliwiający cokolwiek, brak zrozumienia, samotność i tak dalej. Pisz! To pomaga. A poza tym: wszystko mija, nawet najdłuższa żmija. ale to już wiesz jako doświadczona mama. Przesyłam wirtualne ściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, nazwę Twojego bloga powtarzam jakieś pięćset razy dziennie 😂A czasem mam też chęć wyjść do łazienki i na cały głos siarczyście zakląć;)

      Usuń
  4. CZYTAJĄC Ciebie widzę siebie.
    U nas na szczęście troszkę lepiej z histeriami, ale mały długo sam nie chce i ciągle muszę gdzieś być. Jak zostaje z kimś to mnie szuka, podchodzi do drzwi, nie chce spać o swoich porach, które ma ze mną w ciągu dnia. Komuś ciężko położyć go ogólnie spać nawet wieczorem, bo choć je mleko z butelki to też lubi jak mama jednak jest obok.
    Cieszę się, że jesteś.
    Ja przestałam pisać także z braku czasu zwyczajnie, ale i jakoś z telefonu pisze się źle.
    Czekam na kolejny wpis i jestem duchem z Tobą :)
    Czasem czuje się dokładnie jak Ty. Samotna.. Moja mama ciągle nie ma dla mnie czasu, mąż ma swój świat swoje zajęcia i sprawy, koleżanki daleko.. A właściwie praktycznie ich nie ma.
    Kawę często popijam sama.. Najczęściej zimną.
    Tu na wsi nie mam nikogo, nie mam nawet bardzo gdzie pójść na spacer z dziećmi, bo drogi wszędzie i musimy bardzo uważać.
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisałam na FB, że was czytam. Nawet sama bym napisała, ale nie potrafię założyć bloga hehe. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj skąd ja to znam :) w rodzinie krążą dowcipy o moim synu, że na niego nie można się było spojrzeć,a co dopiero dotknąć. Istniał tylko mój mąż (od 3,5 m-c życia był z nim w domu) oraz ja no i jego starsza siostra. Dziś ma 6 lat i niestety borykamy się z tym problemem nadal. O chodzeniu do żłobka i przedszkola mogłabym napisać książkę :( Na koniec powiem tylko że w zerówce był pierwszy raz ciągiem 3 tygodnie z rzędu na zajęciach, oczywiście nigdy więcej niż ustawowe 5h. Niestety ja zbyt późno zrozumiałam, że moja córka i mąż mają swoje potrzeby. Rodzina to my wszyscy i nie może być tak żeby życie toczyło się wokół jednej osoby czyli mojego synka. ps zajęło mi to "tylko" 4,5 roku żeby do tego dojść;)Teraz mamy się dobrze ale boję się przyszłości. Anna

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zawsze patrzę inaczej na problemy, na chłodno, dostrzegam wtedy plusy i lepiej się czuję ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Tygrys miał tak samo. Nie mogłam nic zrobić. Żyliśmy na mrożonkach przez długi czas. A ileż niezrozumienia mnie spotkało. Przeszliśmy długą drogę (choć nadal się potykamy), ale sukcesem jest dla mnie to, że potrafi sam zostać u sąsiadek i dobrze się bawić. Jakiś czas temu, nie do pomyślenia.
    Mi bardzo ciężko wrócić na bloga. IG mnie wciągnął. I tak naprawdę nie mogę narzekać na brak czasu na pisanie, bo tak naprawdę marnuję go na IG.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam maj tego roku... moja adopcyjna córeczka kończy 8 miesięcy. Z utęsknieniem czekam na kryzys ósmego miesiąca, lęk separacyjny, który utwierdzi mnie w przekonaniu, że nawiązałyśmy bliską, nierozerwalną więź. Niedoczekanie... Trochę to bolało i stresowało, może nie sprostałam jako matka? Może nie zapewniłam tego, czego potrzebowała, a może dwa samotne tygodnie w szpitalu zrobiły swoje i sprawiły emocjonalne braki nie do nadrobienia? Wrzesień. Zabieramy naszego syna, a jej biologicznego brata ze szpitala do domu. I zaczyna się... lęk separacyjny, zazdrość, nocne pobudki, których nie było od ponad 4 miesięcy, niezaspokojona potrzeba bliskości. Staram się jak mogę. Dwoję się i troję, by zaspokoić potrzeby obojga. Ale czuję, że brakuje mi na to doby, a w ciągu dnia jestem.z nimi przecież zupełnie sama... kiedy oboje płaczą, a ja nie wiem, kogo najpierw utulić, sama mam ochotę usiąść pomiędzy nimi i płakać... świetnie Cię rozumiem. Tęskno mi teraz do tych majowych popołudni, kiedy miałam czas na ciepłą kawę i serial ba netflixie... ale kiedy wieczorem ogarniam kuchnię i potykam się w salonie o porozrzucane wszędzie zabawki, a następnie padam na twarz ze zmęczenia, myślę sobie, że nigdy jeszcze nie byłam tak po prostu szczęśliwa i spełniona🙂 pozdrawiam, Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś! Cieszę się, że zje odezwałaś, dużo mi daje Twój komentarz. Wiesz, to minie. W pierwszych mcach Rudzika często zdarzało mi się płakać z bezsilności, właśnie w takich momentach, jakie opisujesz. Gdy oboje mnie potrzebowali, w tej samej chwili, a na musiałam wybrać, czyje potrzeby są... ważniejsze? bardziej niecierpiące zwłoki? I wiadomo, że zawsze ten wybór był zły, bo ich potrzeby dla nich, i dla mnie, są tak samo ważne. Ale wybrać musiałam. Udało Ci się karmić piersią?

      Usuń
  10. Jestem, jestem:) Regularnie zaglądam, czytam wpisy i oglądam zdjęcia na IG. Bardzo je lubię, masz smykałkę do fotografii🙂 Niestety nie udało się karmić piersią, sprawy dnia codziennego mnie przerosły i poddałam się, tak po prostu... bardzo żałuję, że nie zmobilizowałam się do tego ptzedsięwzięcia rok temu, przy pierwszym dziecku, miałam na to mnóstwo czasu i drugi bobas z regresem emocjonalnym nie spędzał mi snu z powiek. Mimo wszystko udało mi się nawiązać z synkiem bliską relację. On uwielbia się przytulać, akceptuje kontakt skóra do skóry, nakchętniej śpi z nami w łóżku, jest pogodny i ufny. Przeciwieństwo siostry w jego wieku. Oczywiście teraz tak to wygląda, pod koniec czwartego mca. Pierwsze trzy były bardzo trudne. Nieustający płacz. Te wybory, o których pisałaś, u nas były zero jedynkowe. Syn płakał właściwie przez cały dzień, nie spał... więc jak była potrzeba, musiałam go po prostu odłożyć i zająć się córką. Serce pękało... wiem, że jeszcze setki trudnych chwil przed nami, ale wierzę, że najgorsze ptzetrwaliśmy🙂 trzymam kciuki za Was, jestem z Wami myślami🙂 Justyna

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakbym widziała swoją córkę... U nas od urodzenia było prawie bezproblemowo do momentu, kiedy po skończeniu 8 miesięcy lęk separacyjny nałożył się z rozpoczęciem ząbkowania. Dziś mała ma prawie 14 miesięcy a nadal w okresie kiedy idą zęby ciągle jest na rękach. Kochana to napewno minie, wiem że niby łatwo się mówi i że bardzo wiele to kosztuje, ale ja też w mocno kryzysowych sytuacjach nieraz już wątpiłam w siebie, zdarzyło mi się również płakać w nocy razem z małą... Ale wiem, że to mija - samo z siebie. Życzę Ci kochana dużo siły i wiary w siebie, bo jesteś najlepszą mamą ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń